RSS
 

Archive for the ‘Planszówki w dydaktyce i wychowaniu’ Category

Budowanie relacji, empatia Gry planszowe w dydaktyce i wychowaniu #5

30 Paź

Gry – niektóre imprezowe, inne bardziej familijne, jeszcze inne mogą nawet wspomagać terapię. Gry, które służą budowaniu relacji.

Ego / Ego family (Trefl)

W tej grze zadajemy (sobie) pytanie (z pociągniętej kartki) a następnie nań odpowiadmy. Nie jawnie oczywiście – wykorzystujemy do tego żetony odpowiedzi. To pytania zamknięte, testowe, a więc możemy wybrać a,b lub c (albo d w wydaniu family). Zadaniem pozostałych graczy jest odgadnąć jakiej odpowiedzi udzieliliśmy. Każdy prawidlowy strzał punktuje dodatnio, za nieprawidłowy tracimy. Cała filozofia. A jakie pole do dyskusji :)

Zapraszam do zapoznania się z recenzją całej serii Ego

Oto jest pytanie (REBEL.pl)

Gra Vlaady Chvátila, tego od Cywilizacji poprzez wieki, Galaxy Truckera i Tajniaków (to tylko nieliczny jego dorobek). Gra o podobnej zasadzie co Ego – tylko tutaj nie mamy z góry przygotowanych pytań. Sami je tworzymy. Pytania są tylko trzech rodzajów: wolisz A czy B? co jest w/g ciebie gorsze: A czy B? czego by ci bardziej brakowało: A czy B?. Owo A i B – to elementy, które każdy gracz dowolnie podstawia zagrywając karty z ręki i zadając tak spreparowane pytanie wybranej osobie. Dalej jest podobnie. Wybraniec odpowiada w tajemnicy, a my zgadujemy jak on odpowiedział. A potem… potem wywiązuje się zażarta dyskusja, czy naprawdę ten papier toaletowy jest aż tak bardzo potrzebny ;)

Moja recenzja na GamesFanatic.

Dopasowani (Egmont)

Gra imprezowa, w której gra się parami. Staracie się odpowiadać na pytania tak, by wasze odpowiedzi (twoje i twojego partnera) były możliwie takie same. Bo tylko wspólne odpowiedzi punktują. Gra może najmniej edukacyjna z tych tutaj przedstawionych, ale wspaniale przełamuje lody. Jest całkiem przyjemna nawet wtedy, gdy dobieracie się w pary z zupełnie nieznajomymi osobami.

Recenzja Dopasowanych

Empatio (Granna)

W Empatio chodzi o dwie sprawy. Pierwsza, w zasadzie wprowadzająca – to wyobraźnia i opowiadanie historii. Nie musi to być historia długa, ale jednak trzeba ją wymyślić patrząc na pociągniętą ze stosu kartę. „Jakbyś się czuł, gdyby….?” i po tym gdyby następuje opowiastka. Osoba, do której jest kierowane to pytanie – i to jest właśnie ta druga sprawa, o którą chodzi – musi określić jakby się czuła w tej sytuacji a następnie zaznaczyć ten stan na specjalnej tabliczce. Pozostali – jak zapewne nie trudno się domyśleć – starają się zgadnąć, jak by się ta osoba czuła w tej określonej sytuacji, i to również zaznaczając na swoich tabliczkach. Następuje porównanie wyników i punktacja – oczywiście im bardziej dopasowany do oryginału (czyli osoby pytanej) wynik, tym więcej punktów gracz zyskuje.

Zobacz recenzję na Games Fanatic.

Gra na emocjach (Nasza Księgarnia)

Dokładnie jak w tytule. Jeden z graczy zadaje pytanie. Jest to tak naprawdę pytanie skierowane do siebie samego, ale odpowiadają nań inni. Każda z pozostałych osób wybiera spośród swoich kart tę, która wydaje jej się najbardziej odpowiednia, najlepiej przedstawiająca uczucia pytającego. Karty zbieramy, tasujemy (niczym w Dixit) i rozkładamy. Teraz pytający

  1. interpretuje każdą z kart (a więc np. czułbym się rozbity w drobny mak, jak w niebie, jakbym dostał kosza etc.)
  2. wybiera tę kartę, która najtrafniej przedstawia jego uczucia. Gracz, który ją wyłożył zdobywa punkt (zatrzymuje tę kartę przed sobą).

Receznja na blogu Scheherazade@ZnadPlanszy

 

Komunikacja w grach planszowych Gry planszowe w dydaktyce i wychowaniu #4

23 Paź

Time’s Up (REBEL.pl)
Komunikacja werbalna i niewerbalna

Gra drużynowa, która trwa trzy rundy. W pierwszej rundzie będziemy przedstawiać hasła zapisane na kartach w dowolny sposób – byle nie używać explicite zakazanego terminu. Można opisywać dowolnie długo a drużyna ma dowolną liczbę prób zanim zgadnie hasło. W drugiej rundzie (zestaw kart z hasłami jest ten sam, a więc już mniej więcej wiemy czego się spodziewać) należy opisać hasło tylko jednym słowem a drużyna ma tylko jedno podejście aby hasło zgadnąć. Jeśli nie zgadnie – jest to błąd i przechodzimy do następnej karty. W trzeciej rundzie jest podobnie – tylko jedno podejście lecz osoba opisująca nie może w ogóle używać słów – może za to kwękać, gestykulować, śwpiewać, tańczyć – słowem wszystko co jej przyjdzie do głowy, byle nie mówić żadnym ludzkim językiem ;)

Takie zgadywanie na pierwszy rzut oka wydaje się lekko nierealne, ale takie nie jest. Trzeba pamiętać, że pula haseł jest wciąż ta sama. A więc jak „przerobimy” w pierwszej rundzie 30 haseł (i bez znaczenia czy to my będziemy je przedstawiać/zgadywać czy przeciwnicy – wszyscy uważnie się przysłuchują, aby mieć pojęcie o tym co się będzie działo w następnych rundach) – to w następnej nie strzelamy w ciemno, lecz sięgamy pamięcią do tego co było i staramy się przypasować znane już nam hasło.

To typowa gra imprezowa, w której mamy po porostu dobrze się bawić. Oczywiście nie zadziała w grupie spiętych i poważnych jak mucha w ciąży biznesmenów, ale wystarczy, że będziecie mieć odrobinę dystansu do siebie, a dobra zabawa gwarantowana.

Recenzja Kuby na GamesFanatic.pl

Taboo (Hssbro)
komunikacja, poszerzanie słownictwa – umiejętność przedstawienia pojęcia w sposób opisowy

W Taboo również przedstawiamy hasła, ale tym razem opisujemy je tylko za pomocą słów. Nie jest to jednak łatwe, gdyż nie tylko to jedno słowo jest „zakazane” – nie wolno używać także innych słów. A są to słowa bardzo często używane w tym kontekście. Np. opisując „garaż” słowami tabu, czyli zastrzeżonymi będzie też samochód, parking, stawiać, chować i dom.

Zobacz recenzję na łamach Games Fanatic.

Tajniacy (REBEL.pl)
komunikacja, skojarzenia

Tajniacy występują w kilku odmianach – zwykłej, czyli słownej, obrazkowej a nawet dla dorosłych 18+ :). Zasada jest jednak wszędzie podobna. Trzeba kojarzyć ze sobą pewne słowa / obrazy (zwane tu kryptonimami) i za pomocą jednego słowa (oraz liczby, która wskazuje na to do ilu kryptonimów skojarzenie się odnosi) przekazać informację drużynie. Drużyna – w oparciu o skojarzenia usiłuje odgadnąć co szef miał na myśli.

W każdej grze wykorzystujemy kartę klucza – to na niej naniesiona jest siatka agentów należących do poszczególnych drużyn, neutralnych obserwatorów, czyli kryptonimów nie należących do nikogo oraz zabójcy (strzał w ten kryptonim natychmiast kończy grę przegraną). Szefowie będą się starali przekazywać nam informacje, które kryptonimy należą do naszej drużyny (im więcej kryptonimów za jednym razem tym większa szansa na to, że nasza drużyna namierzy je szybciej i wygra pojedynek). Dopóki strzelamy dobrze, dopóty trwa nasza tura (ale nie więcej niż n+1 strzałów, gdzie n to liczba kryptonimów przekazanych przez szefa) ale każdy błędny strzał kończy naszą kolejkę i do zgadywania przystępuje drużyna przeciwna. Kluczem jest właśnie to: wybrać kilka kryptonimów należących do naszej drużyny i przekazać drużynie jedno słowo, które będzie się odnosić do nich wszystkich. Przykład? proszę bardzo: kryptonimy – „sukienka”, „diament”, „wiedźma”, hasło: „kobieta 3”.

Chcesz więcej? Zajrzyj do recenzji: Tajniacy i Tajniacy Obrazki :)

Mamy szpiega (REBEL.pl)
komunikacja, ukrywanie zamiarów

To gra, w której cele dla różnych graczy są różne. Mamy tu tych dobrych, mamy też i szpiega. Dobrze wiedzą gdzie się znajdują, ale nie wiedzą kto jest szpiegiem. Ich zadanie to namierzyć szpiega. Szpieg – cóż, on wie, że jest szpiegiem, ale za to nie wie gdzie się znajduje.

Trafiamy bowiem wszyscy do jakiegoś – jednego, z góry okreslonego miejsca. Np. do katedry, cyrku, szkoły czy też banku. Wszyscy o tym wiemy – poza szpiegiem właśnie. Istotą gry jest zadawanie sobie wzajemnie pytań i udzielanie na nie odpowiedzi w taki sposób, aby zorientować się kto jest tym dobrym, a kto szpiegiem. Szpieg oczywiście ma zadanie inne – on musi się zorientować gdzie się znajduje a przy okazji nie dać się odkryć.

Szpieg wygrywa, gdy odgadnie miejsce lub gdy gracze mylnie zinterpretują zdrajcę (błędnie wskażą innego gracza jako szpiega). Pozostali wygrywają gdy uda im się namierzyć szpiega, bądź szpieg sam się wkopie błędną diagnozą miejsca pobytu.

Więcej w mojej recenzji na GamesFanatic.pl

Amazonki (Lucrum Games)
komunikacja, ukrywanie zamiarów

To kolejna gra z ukrytymi tożsamościami i zróżnicowanymi celami. Część z nas jest poszukiwaczami skarbów, część tytułowymi amazonkami. Przed graczami leżą zakryte karty (każdy zna swoje, ale nie zna cudzych). Wśród tych kart są skarby, pułapki oraz (najwięcej) puste komnaty. Grabieżcy (czyli poszukiwacze) mają za zadanie odkryć wszystkie skarby. Amazonki – nie mogą do tego dopuścić – zwyciężają wtedy, gdy na koniec gry choć jeden skarb będzie jeszcze zakryty albo jeśli grabieżcy wpadną w pułapkę (odkryją wszystkie karty z pułapkami – a jest ich tylko dwie, w maksymalnym składzie trzy). Istotą gry są wzajemne rozmowy, macanie się kto co ma. Wolno pytać gracza „co masz w kartach” a gracz musi na to pytanie odpowiedzieć – ale! uwaga! nie musi mówić prawdy. Pytanie, odpowiedzi, blefowanie, obserwacja i czytanie między wierszami – to klucz do sukcesu.

Zapraszam na GamesFanatic do przeczytania recenzji.

Hanabi (REBEL.pl)
pojęcie pełnej informacji, komunikacja werbalna i niewerbalna

Kooperacyjna gra logiczna, w której nie widzimy swoich kart, ale widzimy karty innych graczy. W swojej turze możemy albo zagrać własną kartę, albo ją odrzucić, albo przekazać informację innej osobie. Informacja ta jednak musi być pełna. Tzn. jeśli mówimy która karta jest np. jedynką, to musimy graczowi wskazać wszystkie jedynki (i tylko jedynki). Jeśli będziemy przekazywać info o kolorze np. zielonym, to musimy mu pokazać wszystkie karty w kolorze zielonym.

Wydaje się proste, wystarczy zgromadzić odpowiednią informację… sęk w tym, że każde przekazanie informacji kosztuje wyjęciem z pudełka niebieskiego znacznika. Gdy skończą się znaczniki nie będzie można przekazywać informacji. Odzyskać znaczniki zaś można odrzucając karty.

Gra logczina i taką jest zdecydowanie wtedy, gdy gramy on line (jest dostępna na BoardGameArena.com). Jednak gdy gramy oko w oko z graczem siedzącym na przeciwko niezmiernie trudno jest się powstrzymać od uniesienia brwi, znaczącego chrząknięcia etc. – wszystko po to, by nie wyrzucił on cennej karty albo nie zagral takiej, która spali ruch.

Jeśli gra cię zainteresowała – przeczytaj tekst Ani o maksymach konwersacyjnych Grice’a w tej grze na GamesFanatic.pl

 

Pamięć, uwaga, zmysły – orientacja przestrzenna, psychomotoryka Gry planszowe w dydaktyce i wychowaniu #3.c

18 Paź

Rozwijanie orientacji przestrzennej, rotacja obrazów

 

Ubongo – To gra „na czas”. Najpierw musimy wybrać z puli potrzebne kafelki (ich zbiór determinuje rzut kostką), a następnie tak je dopasować do planszy, aby przykryły wszystkie szare pola. Kafelki nie mogą na siebie nachodzić ani wystawać poza planszę – zresztą kształty są tak dobrane, że jeśli by się pokrywały lub wystawały poza obramowanie to nie pokryłyby całej wymaganej przestrzeni. Ćwiczymy tutaj obracanie i dopasowywanie figur (acz niekoniecznie w pamięci). Ubongo przeznaczone jest dla dzieci od 8 lat.

Moja recenzja na Games Fanatic

Ubongo 3D jest to praktycznie to samo co Ubongo, ale zamiast płaskich figur mamy klocki 3D. Różnica polega jedynie na tym, że na określonej powierzchni musimy ułożyć pełne dwie kondygnacje. Inaczej mówiąc musimy – podobnie jak w klasyku – przykryć szare pola na planszetce gracza, ale dodatkowo klocki muszą stworzyć kompletne dwa poziomy, nie więcej, nie mniej. W żadnym miejscu nie może być pojedynczego poziomu, ani też żaden klocek nie może wystawać – czy to na zewnątrz (poza obramowanie szarego obszaru), czy w górę (trzecia i dalsze kondygnacje). Jest to dość trudne i tę grę zdecydowanie (mimo pudełkowej sugestii 8+) polecam starszym dzieciom, nawet od 12 lat.

Moja recenzja na Games Fanatic

Fikolo (Col-or-form). Jest to gra, w której w tym samym czasie gracze szukają odpowiadającego wzoru wśród kart leżących w kwadracie 3×3. Color – or – Form. Dany symbol pasuje, jeśli zgadza się jego kolor LUB kształt. Nie wolno przy tym brać do ręki kart z szukanymi wzorami – jedynie w pamięci możemy je obracać.

Moja recenzja na łamach Games Fanatic.

 

Psychomotoryka, budowanie i burzenie konstrukcji

 

Pingwin na lodzie (Lucrum Games)

Gra po części zręcznościowa, w której skuwamy lód, a po części logiczna (przynajmniej dla tych starszych), w której określamy nośne części konstrukcji, na której stoi pingwin. Jeśli skujemy klocek tak, że wypadnie również klocek ze stojącym na nim Heniem – przegrywamy. Trzeba więc uderzać ostrożnie, z wyczuciem, starać się określić które klocki siedzą mocno a które nie – no i przede wszystkim, które odpowiadają za to, że ten środkowy klocek wciąż się trzyma. Bo przecież nic co z lodu nie będzie nam lewitować w powietrzu.

Zobacz moją recenzję na GamesFanatic.pl

Spaghetti (Granna)

Poza tym, że wygląda jak różnokolorowy makaron z klopsikami – to przypomina nieco bierki. Bierki na sznurówkach. Gdy powiem w bierkach (albo mikado) chodzi o to, by wyciągać patyczki nie poruszając przy tym całą resztą, o tyle w Spaghetti w gruncie rzeczy chodzi o to samo. Wyciągamy z talerza sznurówki tak, aby nie upaćkał nam się stół, czyli nic nie spadło z talerza. Nie byłoby to trudne, gdyby… nie przymus używania tylko jednej ręki. Sznurówki są różnokolorowe – a kolor oznacza ich wartość. Im dłuższa sznurówka tym więcej warta punktów. W wariancie zaawansowanym musimy nie tylko wyciągnąć jak najwięcej sznurówek, ale przy okazji zrobić jakieś fajne danie, tzn. wyciągnąć sznurówki odpowiednich kolorów i dopiero za nie zapunktować. Tak czy owak – fura dobrej zabawy.

Zobacz recenzję na GamesFanatic.pl

Jenga

Wszyscy znamy Jengę. Jenga to wyciąganie klocków tak by nie zburzyć wieży. Przegrywa ten, komu wieża się rozsypie. Koniec skomplikowanych zasad :) Zapraszam do recnezji.

Mistakos (Trefl)

W Mistakos jest odwrotnie – tym razem budujemy. Każdy dostaje swój zestaw krzesełek. Stawiamy pierwsze krzesełko na stole. Od tej pory, każde następne (a dokładamy je po kolei zgodnie z ruchem wskazówek zegara) nie może dotykać stołu – musi się utrzymywać na poprzednich krzesełkach. Gdy komuś się krzesełka rozsypią – zbiera te które spadły i zabiera do swojej puli. Wygrywa gracz, który pierwszy pozbędzie się krzesełek.

Zobacz moją recenzję na GamesFanatic.pl

 

 

Pamięć, uwaga, zmysły – pamięć Gry planszowe w dydaktyce i wychowaniu #3.b

17 Paź

Stara jak świat i występująca w różnych wariantach mechanika memory. Jedną z ciekawszych pozycji, w których wcielamy się w … paleontologa może być Farras. Nie opiszę jej bo… nigdy nie udało mi się w nią zagrać. Odsyłam do recenzji.

Wiewióry (REBEL.pl)

Tu wcielamy się w wiewiórki, które będą próbowały zdobyć orzeszki. Jak? przechodząc na drugą stronę…

Układamy z dwustronnych kafelków kwadrat 3×3. Kafelki przedstawiają trzy możliwe kształty: liść, kamień lub grzyb. Możliwe są też trzy kolory: żółty, czerwony, niebieski. W swojej turze gracz przechodzi (wirtualnie) swoją wiewiórką na drugą stronę starając się odgadnąć co jest na rewersach poszczególnych kafelków. Zgaduje albo kształt, albo kolor – a to się zmienia w trakcie gry. W trakcie gry również gracze będą ciągle odsłaniali (przewracali na drugą stronę kafelki) więc będzie okazja do przyjrzenia się i zapamiętania co też tam było, zanim zrobił się z tego niebieski kamień? ;)

Jedna z moich ulubionych gier bazujących na mechanice memory. Zobacz krótką a treściwą recenzję Veridiany na GamesFanatic.pl

Tropico (REBEL.pl)

W tej grze będziemy sukcesywnie odsłaniać karty i pamiętać co było wcześniej :). W skrócie chodzi o to, że na każdej kolejnej karcie jest do wykonania zadanie. Np. zgadnąć (albo i nie jeśli się pamięta – to będzie pewniak) jakie zwierzę widnieje na drugiej karcie od dołu. Albo ile jest żab w stosie kart? W tajemnicy każdy gracz głosuje (ma do tego specjalną kartę). W zależności od tego czy mu się uda, czy nie – zdobywa kartę (czasem więcej graczy zdobywa karty – remisy są jak najbardziej na miejscu). Gramy dotąd, aż ktoś nie zdobędzie swojej piątek karty zwierzęcia. Gra jest ślicznie wykonana, ćwiczy pamięć i jest świetną pozycją imprezową do zabawy w większym gronie. Zainteresowanych odsyłam do mojej recenzji na łamach GamesFanatic.pl

Imionki (Granna)

Gra w wymyślanie nazw – ale też ich zapamiętywanie. To również gra ćwicząca refleks. W pudełku znajduje się talia kart, na której znajdziemy zabawne potworki. Potworki kojarzące się często z jakimiś przedmiotami np. poduszką, pomoarńczą, ogórkiem…  Istotą gry będzie odsłanianie kolejnych kart z talii i nazywanie postaci. Jeśli postać wystąpiła po raz pierwszy – osoba, która pociągnęła kartę musi wymyśleć dla niej imię (może to być oczywiście zwykłe imię jak np. Janusz, ale możecie nazywać swoje potworki np. poduszkowiec, ogórek czy błękitna ostryga). Jeśli juz wcześniej wystąpiła taka postać – trzeba wypowiedzieć jego imię. Robią to wszyscy w tym samym czasie, a osoba, która zrobi to jako pierwsza (pod warunkiem, że się nie pomyliła) zdobywa tę kartę i wszystkie leżące pod nią.

Na koniec zwycięża gracz z największą liczbą kart.

Leo wybiera się do fryzjera (G3)

Gra kooperacyjna. Prowadzimy naszego – nomen omen – Lwa Leo, któremu w trakcie gry bardzo szybko rośnie grzywa, a który bardzo chciałby się ostrzyc przed upływem określonego czasu czyli 5 rund, zwanych tu klimatycznie pięcioma dniami. Jest to gra turowa, podczas której uczestnicy zabawy zagrywają karty (każda ma określony kolor i liczbę). Nasz Leo posuwa się do przodu o tę liczbę pól (kafelków) jaka widnieje na karcie i odsłania ostatni kafel, na którym stanie. Jeśli kolor kafelka zgadza się z kartą – nic się nie dzieje. W przeciwnym przypadku, jeśli to kafelek zwierzęcia, Leo wdaje się w rozmowę i traci cenny czas – przesuwamy wskazówki zegara o tyle 5-minutówek ile wskazuje liczba na kafelku. Gdy godzina zrobi się późniejsza niż 20:00 – małpka zamyka biznes i Leo musi wrócić do domu (chyba, że zdołał w tym dniu (tej rundzie) dotrzeć do zakładu fryzjerskiego). Wszystkie kafelki odwracamy z powrotem na drugą stronę (w następnych rundach trzeba będzie wysilić pamięć gdzie co było), karty tasujemy, rozdajemy i ponownie próbujemy przeprowadzić Leo przez 30 kafelków, aby wreszcie mógł zasiąść na fotelu i ucieszyć się wymarzoną fryzurą.

Gra jak widać nie tylko bazuje na mechanice memory, ale także uczy przewidywania, liczenia i oczywiście współpracy. Warto się nią zainteresować, bo w 2016 roku zdobyła nominację do Spiel des Jahres. Więcej w recenzji Gineta na GamesFanatic.pl

Mali detektywi, Park dinozaurów – gry kooperacyjne Egmontu z serii Rodzinka wygrywa dla dzieci w wieku 3+ wykorzystujące mechanikę memory:

W Parku dinozaurów przyjdzie nam uratować 4 dinozaury. A są to (mniej więcej na oko): triceratops, parazaurolof, stegozaur i brachiozaur. Wszystkie roślinożerne. No bo jakże inaczej… mięsozaury od razu by się pozjadały ;)  Mięsozaura też będziemy mieć, ale to w wariancie bardziej zaawansowanym, a na razie mamy czterech wegetarian.

Rzucamy kostką i posuwamy wybranego dinusia o odpowiednią liczbę oczek. Stanie on zazwyczaj na polu z jakimś obiektem i wtedy musimy odsłonić jakiś żeton (najlepiej taki, który przedstawia ten obiekt). Udało się? – to nic się nie dzieje. Obiekt był inny? – no to meteoryt przesuwa się o jeden dołek do przodu, a my koniecznie zapamiętajmy położenie tego obiektu. Bo to właśnie na tym polega gra – zapamiętać gdzie co leży, żeby bezpiecznie przeprowadzić nasze zwierzątka przez całą planszę.

W bardziej zaawansowanych wariantach wśród żetonów obiektów poukrywane będą żetony T.Rexa – w przypadku odsłonięcia go meteoryt również się przesuwa, a żeton trafia na ścieżkę (przed aktywnego dinozaura). Na taki żeton tyranozaura nie wolno stanąć. Przegrywamy, gdy nie uda się przeprowadzić przedpotopowych gadów przez dotarciem meteorytu na drugą stronę planszy, lub gdy nie możemy wykonać ruchu.

Mali detektywi to gra, w której zmierzymy się nie tylko z pamięcią, ale i czasem. Na planszy leżą odwrócone żetony przedstawiające różne przedmioty (każdy przedmiot występuje dwa razy) – jeśli uda nam się odsłonić dwa takie same, możemy je zdjąć z planszy. To co odróżnia tę grę od typowego memory, to – poza kooperacyją – obecność elementu dedukcji. Przed rozpoczęciem gry bowiem do skrzyni odkładamy (nikt tego nie podgląda) żetony przedmiotów, a z tego co zostało po rozegraniu partii musimy wydedukować co tam się znalazło. W czym jest haczyk? Ano wśród przedmiotów poukrywane są żetony zegara i za każdym razem gdy odsłonimy zegar wskazówka przesuwa się o jedną godzinę do przodu. Mamy 12 godzin na rozwikładie tajemnicy (a raczej na rozegranie partii, bo zgadywać oczywiście możemy nawet wtedy, gdy nie wszystkie przedmiotu udało się odsłonić). Bardzo ciekawa pozycja, nie tylko ucząca współpracy, nie tylko ćwicząca pamięć ale również przybliżająca maluchom upływ czasu i jego oznaczenie na zegarze.

 

Pamięć, uwaga, zmysły – spostrzegawczość i refleks. Gry planszowe w dydaktyce i wychowaniu #3.a

16 Paź

Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie

Parafrazując to niezwykle popularne powiedzenie z okresu PRL (przypisywane prokuratorowi ery stalinowskiej w ZSRR, Andriejowi Wyszyńskiemu) możemy zaryzykować stwierdzenie:: dajcie mi planszówkę, a ja wam powiem jaką umiejętność rozwija.

Serwis Edugracja.pl stworzył System Klasyfikacji Umiejętności, dzięki któremu możemy bardziej świadomie wybierać planszówki. Polecam zajrzeć.

Od tego „odcinka’ będę prezentować przykłady gier rozwijających jakieś konkretne umiejętności.

Spostrzegawczość i refleks

Dobble (Rebel.pl) potkał w życiu każðy. Albo prawie każdy. W swojej najbardziej znanej wersji gra polega na szukaniu, w tym samym czasie przez wszystkich graczy, wspólnego symbolu z karty leżącej na środku stołu i karty z własnego stosu. Kto pierwszy znajdzie ten symbol wypowiada jego nazwę (a w zasadzie to krzyczy, nie widziałam jeszcze partii, która byłaby rozgrywana w ciszy tudzież delikatnej rozmowie) i kładzie kartę na stos na środku stołu. W ten sposób co chwila zmienia się karta z którą porównujemy symbole z naszej karty. Kto pierwszy pozbędzie się swojego stosu – wygrywa. Gra ćwiczy nie tylko spostrzegawczość i refleks ale też koncentrację (z uwagi na szybko zmieniającą się wierzchnią kartę stosu na stole) i rozpoznawanie kształtów (symbole mogą się różnić wielkością).

Fliper (FoxGames) – nieco podobna gra do Dobble. Tym razem jest jeden wspólny stos, ale karty są dwustronne. Po jednej stronie owoce (pięć owoców a każdy wystąpić pojedyńczo, podwójnie, potrójnie .. aż do pięciu, ale każda liczba występuje tylko raz tzn. jeśli np. truskawek na karcie są trzy sztuki, to żadnego innego owocu w liczbie trzy na tej karcie nie będzie). Po drugiej – owoc lub liczba (od 1 do 5). Odsłaniamy rewers karty i… szybko znajdujemy albo owoc, który wystąpił w zadanej liczbę, albo liczymy w ilu sztukach na karcie znajduje się zadany owoc. Kto pierwszy odgadnie chwyta odpowiedni żeton. Wygrywa ten, kto kto będzie miał przed sobą 4 żetony (zdobędzie je i utrzyma).

Recenzja Flipera na moim blogu.

Hexx – Dopasowujemy kolory tak, aby zgadzały się przynajmniej dwa. Tylko wtedy możemy dołożyć kartę z własnego stosu na stół. W tej gdzie występuje już odrobinę negatywnej interakcji, gdy bowiem uda nam się dopasować więcej niż dwa kolory możemy „sprzedać” wybranemu przeciwnikowi (lub przeciwnikom) trochę własnych kart. Wygrywa ten, kto najszybciej pozbędzie się swoich kart. Gra ćwiczy nie tylko spostrzegawczości, albo obracania figur (tu są to kolorowe trójkąty i zestawy trójkątów) – zwłaszcza w kontekście strony prawej i lewej (często wydaje się, że dopasowaliśmy kolory, ale są one „odwrócone” i de facto jednak nie pasują).

Moja recenzja gry Hexx na Games Fanatic

Fabryka robotów (Nasza Księgarnia). Gra polega na wyszukiwaniu w tym samym czasie przez wszystkich graczy (i zabieraniu kart przy użyciu tylko jednej ręki!) robotów o określonej cesze spośród tych dostępnych na stole. Cechy mogą być trzy: kolor robota, kolor taśmy na której stoi robot oraz kształt robota. Jeśli nie ma robota spełniającego to kryterium trzeba położyć rękę na znaczniku STOP – kto ostatni ten frajer i musi oddać jedną ze swoich wcześniej zdobytych kart (kładzie ją na stół powiększając w ten sposób pulę robotów).

Moja recenzja Fabryki robotów na Games Fanatic

 

Grając w Ciasteczkowe potworki (FoxGames)będziemy musieli zmierzyć się z labiryntem. Po nitce do kłębka, czyli rzucamy kostką, wypada nam symbol, który musimy odnaleźć na pierwszej karcie, szukamy do jakiego symbolu doprowadzi nas droga, ten symbol z kolei musimy odnaleźć na drugiej karcie, znowu popatrzeć co jest na przeciwległym końcu – aż do trzeciej karty. Chwytamy wtedy znacznik z symbolem, który wydaje nam się, że dobrze namierzyliśmy. Jeśli tak – zabieramy ostatnią kartę a stół jest uzupełniany.

Recenzja na Games Fanatic
Recenzja Sheherazade na blogu Znad Planszy

Skarpetki (Granna).Skarpety mają to do siebie, że jedna jest prawa a druga lewa ;). Zbieramy je w czasie rzeczywistym dopasowując wzorek do postaci, którą reprezentujemy. I uważając, by nie powtórzyły się kolory pięt i palców. Gra ma kilka stopni trudności dlatego będzie rosła wraz z dzieckiem, ewentualnie może być z powodzeniem wykorzystywana w różnych grupach wiekowych.

 

Kostki zostały rzucone (FoxGames).I musicie wśród nich znaleźć powtarzające się symbole – w taki jednak sposób, by co najmniej jedne symbol był na białej, a jeden na pomarańczowej kostce. Kto pierwszy zauważy i krzyknie nazwę symbolu – zabiera wszystkie kostki z tym symbolem. Pozostałe kostki przerzucamy i znowu szukamy… aż do momentu, gdy nie będzie powtarzających się symboli – kto pierwszy to zauważy ten zabiera wszystko co zostało na stole. Zwycięzcą jest oczywiście gracz, który uzbiera najwięcej kostek.

 

Hokus pokus (FoxGames). Odsłaniamy kartę i z zestawu elementów próbujemy utworzyć wymagany wzór. Może trzeba będzie schować króliczka w kapelusz, albo coś po prostu odłożyć na bok. Postawić jedno na drugim? Kto pierwszy tego dokona krzyczy hokus pokus i … zabiera kartę, o ile się nie pomylił.

Kolorowe – widoczne, szare – niewidoczne, wygwiazdkowane – tam trzeba coś schować, jeśli czegoś nie ma to odkładamy na bok.

 

Spostrzegawczość, refleks + elementy dedukcji / eliminacji

Duuuszki oraz Duuuszki w kąpieli (Egmont). Dwie fantastyczne gry, w których – niczym w Jungle Speed – musimy chwycić figurkę szybciej niż inni. Ale którą? Oczywiście tę właściwą? A która jest właściwa? Odkrywamy kartę i… jeśli na karcie jest przedstawiona postać / przedmiot dokładnie taki jak w rzeczywistości (kształt i kolor) to chwytamy ten przedmiot. A jeśli nie – to chwytamy to  czego brakuje. Przykład na ilustracja poniżej:

Jeśli pociągniemy kartę tę najbardziej na prawo, to trzeba będzie chwycić książkę (zgadza się kształt i kolor), jeśli tę najbardziej na lewo – wtedy chwytamy zieloną butelkę (na ilustracji jest fotel, mysz, kolor niebieski (książka) i biały (duch) – zostaje tylko zielona butelka).

Bongo (Portal / 2pionki) to gra oparta na kostkach wykorzystująca podobną mechanikę co Duuuuszki – szukamy albo tego, co wypadło, albo tego czego brakuje. W najprostszym wariancie szukamy zwierzaka (spośród nosorożca, gnu i bongo) które wypadło w takiej liczbie, jaka wypadła na dwóch liczbowych kostkach. A więc, jeśli na obu kostkach wypadła dwójka, to szukamy zwierzaka, które wystąpiło dwa razy. A jeśli wypadła jedynka i dwójka – to brakującą wartością jest trójka, dlatego szukamy zwierzaka, które wypadło trzy razy. Podobnie jest ze zwierzętami – jeśli szukamy dwójki, a podwójnie wypadł zarówno nosorożec jak i bongo – to wiadome jest, że już szukamy dopełnienia, czyli gnu. Proste?

Jak proste, to możemy ubogacić Bongo kłusownikami (dwie czerwone kostki – one eliminują nam jedno zwierzę), a jeśli dalej będzie zbyt łatwo, to wprowadzany zielonego strażnika rezerwatu.

Spostrzegawczość, refleks + wiedza przedmiotowa

Czy wiesz, który zwierz …? (Lucrum Games)

Sprawa jest niezmiernie prosta. Odsłaniamy kartę i szukamy przedstawionej na niej cechy. Np. wszystkie zwierzaki, które mają ogony. Wszyscy w tym samym czasie. Kto zbierze najwięcej kart (ale uwaga: za pomyłki się płaci), ten może zachować dwie. Drugie miejsce otrzymuje jedną kartę. To de facto punkty zwycięstwa na koniec gry. Gramy siedem rund, a następnie porównujemy wyniki.

Moja recenzja na Games Fanatic
.. i jeszcze jedna (tym razem o dinozaurach)

 

 

Mechanika w grach planszowych Gry planszowe w dydaktyce i wychowaniu #2

09 Paź

Dziś nie będzie zbyt odkrywczo, przynajmniej dla tych co mają trochę gier za sobą. O mechanikach bowiem napisano już w internecie wiele (wystarczy zadać wujkowi Google pytanie „mechanika gier planszowych”) np.:

 

Ja przedstawię tylko kilka z nich, tych najczęściej spotykanych, tych, których wstyd nie znać, tych, które są wykorzystywane przez gry omawiane przeze mnie na warsztatach ;) i posłużę się najprostszymi przykładami.

Worker placement

Kiedy myślę o mechanice w grach planszowych, od razu narzuca się worker placement, czyli ustawianie robotników. Trudno wskazać konkretną datę narodzin i konkretną grę, która implementuje tę mechanikę jako pierwsza. Z tych bardziej znanych to Calyus (2005), Agricola (2007), Stone Age (2008), a jeśli chodzi o naszą rodzimą „manufakturę” to godną polecenia grą jest Magnum Sal (2010). Z tych mniej znanych obecnie BGG oficjalnie podaje Keydom (1998), ale gdy zapuścimy wyszukiwarkę natkniemy się na Silverton z 1991 roku (który jednak nie zawiera w sobie wszystkich elementów tej mechaniki) a nawet na grę z 1977 roku: After the Holocaust.

Cechą charakterystyczną mechaniki worker placement jest wybieranie przez graczy (pojedynczo i z zachowaniem kolejności)  po jednej akcji z określonej i wspólnej puli. Najczęściej odbywa się to poprzez umieszczenie na planszy w odpowiednim miejscu swojego robotnika (może to być drewniany ludzik, czyli meeple, albo po prostu zwykły dysk). Robotnik ów blokuje tę akcję, tzn., staje się ona niedostępna dla innych graczy. Umożliwia to pewnego rodzaju interakcję, wymusza planowanie i obserwację poczynań pozostałych uczestników rozgrywki.

W tę mechanikę wyposażone są zazwyczaj gry trochę bardziej skomplikowane (choć to oczywiście pojęcie relatywne, niemniej zwykle nie tłumaczy się zasad w 5 minut i nie gra w dwa kwadransy). Ale udało mi się wymyślić kilka przykładów nieco prostszych gier np. LetniskoHolmes: Sherlock & Mycroft oraz Owocowe opowieści

Owocowe opowieści

Jesteśmy zwierzątkami w pięknym, kolorowym lesie i bardzo chce nam się pić. W tym celu będziemy zbierać owoce odwiedzając jego mieszkańców i robić z nich soczki. W swoim ruchu gracz przemieszcza swojego zwierzaczka na nową lokację (początkowo jest ich sześć, ale będą się one zmieniały w trakcie gry) i wykonuje akcję opisaną na karcie (lokacji) LUB robi soczek poprzez odrzucenie wymaganych (przedstawionych na karcie lokacji) kart owoców. Zdobywa wtedy kartę tej lokacji, a na stół trafia kolejna karta z talii (jeśli jest to nowa karta to tworzy nowy stos, w przeciwnym przypadku uzupełnia stos już istniejący). Celem jest zrobienie określonej liczby soków (w zależności od liczby graczy 3/4/5).

Karty mieszkańców lasu

Mechanika worker placement w tej grze nie jest nie jest do końca typowa, bo akcje w czystym worker placement powinny być limit0wane. Tutaj jest to tylko namiastka – gdy stajemy na karcie zajętej przez innych graczy musimy każdemu z obecnych zapłacić, tj. przekazać wybraną kartę owocu z ręki.

Recenzja na stronie GamesFanatic.pl

Set Collection

To zbieranie różnych zestawów kart – np. takie jak te, które mamy w wyżej wspomnianych Owocowych opowieściach. Kompletujemy na ręku karty owoców po to, by udać się do jakiejś lokacji i je odrzucić w zamian uzyskując soczek.

Set Collection dla odmiany występuje najczęściej w prostych grach. Warto w tym miejscu wpomnieć o grze, z którą set collection zawsze się kojarzy, a jest to gra… Set. Każda karta ma cztery cechy: kształt, kolor, liczbę elementów oraz wypełnienie. W skrócie: wśród wyłożonych na stole kart (w prostokącie 4×3 sukcesywnie uzupełnianym w miarę zabierania kart) wszyscy w tym samym czasie szukamy setów a kto ich więcej zbierze, ten wygrywa. Ów tytułowy set to trzy karty, w których każda z czterech cech albo będzie taka sama na wszystkich  trzech kartach, albo różna. Jeśli dwie spośród tych trzech kart będą miały choć jedną wspólną cechę której nie będą dzieliły z trzecią kartą (np. mamy dwie fioletowe karty a trzecia jest czerwona) to takie trzy karty nie są setem.

Deck building

To mechanika gier karcianych polegająca na rozbudowie talii – swojej talii. Grą, która wprowadziła tę mechanikę jest Dominion Donalda X. Vaccarino. W typowym deck buildingu gracz posiada swój własny deck (talię), discard (stos kart odrzuconych), rękę (czyli karty, które aktualnie pociągnął z talii) oraz stół (karty zagrane podczas tury). Początkowa talia startowa jest dość słaba – w trakcie rozgrywki gracze „kupują” (czasem mamy karty, które są walutą, a czasem jest to jeden z atrybutów karty) z dostępnej puli mocniejsze karty rozbudowując w ten sposób swoją talię.

Oczywiście rozbudowa talii nie jest celem sama w sobie – chodzi w niej o pozyskiwanie takich kart, które w pewnym momencie przyniosą nam upragnione zwycięstwo – bądź przez gromadzenie PZ samych w sobie, bądź przez umożliwienie w trakcie rozgrywki takich zagrań, które te punkty nam przyniosą albo odejmą przeciwnikowi (np. powodując wyczerpanie się ich do zera a przez to nasze zwycięstwo). Umiejętna rozbudowa talii jest kluczem do zwycięstwa.

Deck building powstał w 2008 roku (w tym roku wypuszczony został na rynek Dominion). W Dominionie mamy karty skarbu (walutę, za którą kupujemy nowe karty), karty akcji (zagrywając kartę na stół wykonujemy efekt do niej przypisany) oraz karty zwycięstwa (które nic nie robią, a jedynie na koniec gry zapewniają punkty zwycięstwa). W swojej turze możemy zagrać jedną kartę akcji a następnie możemy dokonać jednego zakupu tzn. zagrać tyle kart skarbu ile chcemy i za sumę tak uzyskaną nabyć z ogólnych zasobów jedną kartę (kartę akcji, kartę skarbu lub kartę zwycięstwa). Kart zwycięstwa nie zagrywamy – one, będąc obecne w naszej talii, na koniec gry przyniosą nam punkty zwycięstwa, ale w trakcie rozgrywki jedynie zapychają nam rękę (bo każdy otrzymuje tylko 5 kart na rękę i naprawdę nie jest to miłe gdy w tej piątce trafią się karty, które de facto nic nie robią).

Po więcej informacji zapraszam do przeczytania mojej recenzji na GamesFanatic.pl

Dziś istnieje wiele wariantów deck buildingu, a nawet mamy odmiany tej mechaniki operujące na innych zasobach niż karty. Przykładem może być dice building, w którym operujemy na kościach (np. w Kowalach Losu upgrade’ujemy swoje kostki, ale możemy też jak w Dice Masters rozbudowywać swoją pulę kości). Bag building, czyli rozbudowa woreczka – np. w grze Orlean, zdobywamy kolejne różnokolorowe kostki, które zasilają naszą pulę kostek (znajdującą się w woreczku), z której wyciągamy kostki w sposób losowy i umieszczamy je na planszy by dla nas „pracowały”.

Draft

To mechanika rozdzielająca – najczęściej na początku rundy – zasoby jakimi zazwyczaj są karty, ale równie dobrze mogą to być kafelki (w grach z mechaniką tile placement) albo kostki (zazwyczaj łączone z dice placement i/lub dice manipulation). Gracz otrzymuje pewną pulę kart, wybiera jedną z nich, zostawia ją sobie (lub od razu zagrywa – to już zależy od reguł gry) a pozostałe karty przekazuje osobie po lewej bądź prawej stronie. Z kolejną, tak uszczuploną pulą kart robi to samo. I tak aż do końca, do momentu gdy otrzyma ostatnią (choć czasem bywa, że więcej np. dwie) kartę.

Ta mechanika zrodziła się z potrzeby okiełznania losowości. Każdy, kto kiedykolwiek grał w karty talią 52 kart doskonale zna powiedzenie, że karta idzie lub nie. Wynik pojedynczego rozdania w dużej mierze zależy od tego, co się dostanie na rękę. Do tego stopnia, że stosuje się mechanizmy zabezpieczające przez wyjątkowym pechem np. cztery dziewiątki na ręku (w tysiącu) oznaczają karty w tas, czyli powtórkę rozdania. Draft ograniczą tę losowość, gdyż z każdej ręki gracz wybiera sobie kartę taką, którą uważa za najlepszą.

Najbardziej znaną grą opartą o tę mechanikę jest 7 cudów świata. Ale ja przedstawię dwie inne:

Domek na drzewie

Gra trwa 3 rundy (dni) podzielone na trzy pory: poranek (rozdanie kart), popołudnie (budowa drzewa) i wieczór (punktacja). Rankiem gracze otrzymują po 6 kart. W fazie budowy wybierają jedną z nich kładąc ją przed sobą rewersem ku górze a resztę przekazuje graczowi po lewej. Następnie wszyscy odkrywają swoją kartę i dokładają do drzewka, w/g ustalonych zasad, przy czym dwie główne to:
1. karta musi przylegać do innej karty o tym samym kolorze (chyba, że w drzewie nie ma takiego koloru)
2. należy budować tak, by drzewo się nie przewróciło (tzn. jeśli środek ciężkości jest z lewej strony, to musimy budować po środku lub z prawej).
Procedura ta jest powtarzana znowu z talią 5, potem 4 kart i tak dalej, aż do talii 2 kart – z których jedną kartę wybudują a drugą odrzucą.
W fazie punktowania gracze wpływają na karty kolorów (każdy z graczy może zmienić punktowanie wybranego koloru z 1 PZ na 2PZ lub 0PZ) a następnie sumują zdobyte punkty.

Bliżej zapoznać się z tym tytułem można tutaj albo tutaj.

Capital

To opowieść od budowie Warszawy. Podczas 6 rund będziemy dokładać (płacąc odpowiedni koszt) kafelki do naszej dzielnicy (wykorzystując opisaną wcześniej mechanikę draftu) tworząc obszary mieszkalne, handlowe, parki, fabryki, budynki kulturalne a także za stacje metra oraz budynki specjalne. Po każdej epoce następuje konfrontacja graczy i rozstrzygnięcie, kto z nich otrzyma tzw. kamień milowy (czyli bonusową płytkę) oraz  dochód w postaci punktów zwycięstwa, które zaznaczamy na planszy uroczymi syrenkami – tu punktują nam czerwone obszary mieszkalne, największy park, kultura oraz metro – oraz zarobek w postaci pieniędzy generowanych przez obszary handlowe i fabryki.

Zbudowana dzielnica

Uwaga! Po trzeciej i czwartej epoce będziemy też rozpatrywać I i II Wojnę Światową a to oznacza zburzenie jednego / dwóch kafelków naszej dzielnicy.

Po więcej informacji na temat gry zajrzyj na GamesFanatic.pl

Tile placement

Jak sama nazwa wskazuje, chodzi tu o układanie kafelków. Zazwyczaj w jakiś określony sposób. Często wymagane jest aby kafelki „pasowały” do siebie np. stykały się bokami o określonym kolorze. Najbardziej znaną grą tego typu chyba jest Carcassonne, w której budujemy teren – pastwiska, miasta, klasztory, drogi. Nie można położyć kafelka tak, by droga nagle się ucinała, albo miasto stykało się z polem. Tu wszystkie boki muszą do siebie pasować. Ale równie dobrze może to być układanie kafeków w sposób dowolny, a to jak je ułożysz determinuje ile zyskasz punktów. Tak jest w przytoczonym wcześniej Capitalu.

Wilki i owce.

To kolejny przykład tile placement. Celem gry jest uzyskanie jak najliczniejszego zamkniętego pastwiska owiec własnego koloru. Dokładanie kafelków wymaga dopasowania – nie możemy dołożyć niebieskich owiec do czerwonych, ani lasu do wioski. W tym aspekcie przypomina Carcassonne. Każdy gracz wybiera lub losuje kolor owiec i na początku gry trzyma tę informację w tajemnicy. Zwłaszcza w grze w 2 i 3 osoby ma to duże znaczenie, bo wtedy występują owce „niczyje”. Może jednak ujawnić w dowolnym momencie rozgrywki swój kolor otrzymując dodatkowy ruch i kafelek z własnymi owcami. W grze występują też tytułowe wilki oraz neutralizujący je myśliwi. Gdy w lesie znajdzie się wilk – las taki przestaje być bezpieczny i pastwiska ograniczone choćby z jednej strony takim lasem przestaje się uznawać za zamknięte. Można jednak na taki kafelek wilka położyć kafelek myśliwego, albo antycypując – w czystym (tzn. bez wilków) lesie umieścić kafelek myśliwego zabezpieczając w ten sposób las przed pojawieniem się wilków.

Tu parę słów więcej…

Dice rolling

W sumie dość szerokie pojęcie i występuje zwykle w parze z inną mechaniką dotyczącą kostek. Podobnie jak kafelki, które zwykle służą do układania, tak kostki zazwyczaj służą do rzucania :) (z pewnymi wyjątkami np. Unita, gdzie kostki to armie, albo Pretor, gdzie kostki są naszymi robotnikami a oczka na nich to ich wiek). Rzucamy więc kostkami aby otrzymać wynik – czy to po to, aby się ruszyć (spin & move), czy po to by gdzieś ją położyć na planszy (dice placement – odmiana worker placement), czy też po to, by zwyczajnie za coś zapłacić określoną liczbą oczek a czasem też po to, by kolekcjonować wyniki (np. łącznie z mechaniką press you luck).

Yahtzee (czyli po prostu gra w kości)
To klasyczny przykład tej mechaniki. Rzucamy 5 kośćmi w celu uzyskania określonego wyniku / figury: para *), dwie pary, trójka, strit (kolejne wartości), full (2+3), kareta (czwórka), w wariancie 6 kostkowym duży/mały krzyż (4 duże + 2 małe / 4 małe + 2 duże ), piramida (1 duża, 2 średnie, 3 małe lub odwrotnie **)), jedynki, dwójki, trójki ***)… etc.
Zapisujemy liczbę oczek, wygrywa osoba, która zdobędzie ich najwięcej

*) para to dwa takie same wyniki, trójka to trzy takie same (np. dwie szóstki, trzy dwójki) – reszta wyników na kościach się nie liczy
**) małe to 1 lub 2 oczka, średnie to 3 i 4, zaś duże to 5 i 6.
***) zapisujemy liczbę oczek, jaka wypadła na wszystkich jedynkach / dwójkach / trójkach etc. (reszta kości się nie liczy)

Spin & move

Przykładem który sam się narzuca jest dobrze znany wszystkim chińczyk. Rzucasz kostką (lub kostkami) a następnie decydujesz jakim pionkiem / pionkami będziesz się posuwał – zazwyczaj o taką liczbę oczek, jaką wyrzuciłeś. Decyzji zwykle bywa mało (w porywach do zera jak w Grzybobraniu), niemniej bywają gry ambitniejsze niż chińczyk – choćby Senet, o którym pisałam w poprzednim odcinku.

Grid movement / Point to point movement

To także mechanika rodem z najstarszych, tradycyjnych gier – plansza pokryta jest siatką pól lub posiada punkty połączone liniami – pionki zaś poruszają się bądź w określonych kierunkach (Warcaby, Szachy, Hnefatafl/Tablut), bądź po tychże liniach (Młynek)

Press your luck

Czyli potocznie mówiąc – łut szczęścia lub kuszenie losu. Zazwyczaj operuje na kościach lub kartach. Ciągniemy z talii kartę i decydujemy, czy kończymy tę fazę tury (bo tyle kart ile pociągnęliśmy nam wystarczy) czy też ciągniemy dalej. Pechowy dociąg zazwyczaj psuje nam wszystko (tracimy to co do tej pory wyciągnęliśmy i rozpoczyna się tura następnego gracza), ale dobry dociąg zwiększa nasze szanse na wygraną. Tu zwykle trzeba balansować pomiędzy grą zachowawczą (lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu) a grą ryzykowną, va banque i umieć liczyć prawdopodobieństwo.

Polowanie na robale

Tura gracza polega na rzucaniu kostkami i odkładaniu na bok takich samych wyników (jakie jeszcze nie zostały odłożone).
Aby rzut (tura gracza) nie był „spalony” odłożone kostki muszą na koniec tury zawierać przynajmniej jednego robala a gracz musi mieć możliwość wzięcia ze stołu bądź od innego gracza płytki *). W przypadku spalonego rzutu gracz musi oddać wierzchnią płytkę (o ile taką ma) na stół a płytkę o najwyższej wartości usuwa się z gry.

A tu recenzja Szeherazade na GamesFanatic.pl

*) Zabranie płytki:
Ze stołu bierzemy płytkę o takiej lub mniejszej wartości jak odłożone kostki
Od innego gracza: wierzchnia płytka musi mieć dokładnie tę samą wartość co nasze kostki.

Zombie dice

Tura gracza poleka na rzucaniu trzema kostkami. Możliwe sa trzy wyniki:
Mózg (zjadasz mózg swojej ofiary) – odłóż kostkę na lewo
Strzał (ofiara ci „oddała”) – odłóż kostkę na prawo
Stopki (ofiara uciekła) – możesz tę kostkę przerzucić ale dociągasz do trzech kostek.
Trzy wyrzucone strzały oznaczają utratę kolejki. To ty decydujesz kiedy przestajesz rzucać i zapisujesz uzyskane punkty (czyli sumę wyrzuconych mózgów) – chyba, że straciłeś właśnie kolejkę. Gra się do 21 punktów.

Recenzja w Kostkarni

Jeśli chcesz kolejnego przykładu – tym razem gry karcianej – zajrzyj tu i przeczytaj recenzję Portu Royal

Auction / bidding

Typowym, klasycznym przykładem licytacji jest Poker. TEN Poker, czyli osławiona gra hazardowa. A mechanizm jest bardzo prosty. Gracz zgłasza swoją ofertę – następny albo ją przebija, czyli decyduje się dać (zapłacić) więcej za licytowany towar/przywilej, albo pasuje czyli wycofuje się z gry. W pokerze licytacja kończy się sprawdzeniem, czyli uzupełnieniem puli bez przebijania, lecz w licytacji wykorzystywanej w grach planszowych zwycięzcą licytacji jest zazwyczaj gracz, który da najwięcej (a wiec pozostali spasują).

Odmianą licytacji typu pokerowego jest licytacja „w ciemno”, która polega na przygotowaniu sobie przez wszystkich graczy w tym samym czasie, i w tajemnicy pewnej propozycji a następnie – na hasło – jednoczesnym ujawnieniu jej. W zależności od wyniku podejmuje się pewne akcje – najbardziej klasyczna wersja to że zwycięzcą zostaje osoba, która „dała” najwięcej – ale czasem np. bywa tak, że takie same wyniki się znoszą i wygrywa osoba, która dała najwięcej spośród pojedynczych wyników. To tylko przykład, modyfikacji w tym wariancie licytacji może być naprawdę sporo, aż do tego stopnia, że to w ogóle przestaje wyglądać na licytację.

Skull

Każdy gracz ma cztery karty: trzy róże i jedną czaszkę. Pojedyncza rozgrywka składa się z trzech faz:

  1. Gracze po kolei wykładają po jednej, wybranej karcie przed sobą (jeśli jest ich więcej to układają je w stos) rewersem ku górze. Faza ta trwa do momentu, gdy któryś z graczy postanowi rozpocząć licytację
  2. Licytacja – rozpoczynając licytację gracz oznajmia ile zdoła odkryć róż nie napotykając czaszki (zaczynając od siebie). Jak widać licytację można rozpocząć dopiero wtedy, gdy każdy z graczy zagrał co najmniej jedną kartę. Kolejny gracz może spasować lub przebić, czyli zadeklarować, że odsłoni więcej róż.
  3. Gracz, który wygrał licytację (wszyscy pozostali gracze spasowali) rozpoczyna odsłanianie kart – najpierw odsłania swoje karty (dopóki stos się nie wyczerpie) a następnie przechodzi do odsłaniania kart innych graczy (zawsze odsłaniając wierzchnią kartę) aż do momentu gdy odsłoni zadeklarowaną liczbę róż (wygrywa to rozdanie) lub czaszkę (przegrywa je – musi wtedy losowo odrzucić poza grę – nie ujawniając jej wartości – jedną ze swoich kart).

A tu parę słów o Gringo (starsza wersja Skulla)
I kolejna recenzja tym razem na GamesFanatic.pl

Trick taking

Zbieranie lew. Poczynając od pierwszego gracza – wykładamy na stół po jednej karcie. Karty zazwyczaj mają takie atrybuty jak kolor i wartość. I zazwyczaj obowiązuje dokładanie do koloru, ale nie musi być obowiązku przebijania tj. położenia (o ile się posiada) starszej karty. Często spotykamy się tu z terminem atu  – jest to kolor, który bije wszystko, najczęściej można go użyć dopiero wtedy, gdy nie ma się na ręku wymaganego koloru. Trick taking posiada wiele różnych odmian a typowym przykładem są gry zwykłą talią kart począwszy od Tysiąca (talia 24 kart) a skończywszy na Brydżu (dwie talie 52 kart)

Story telling

To już mechanika z pogranicza. Zwykle występuje w grach, które nie są typowymi grami – bywa, że są określone warunki zwycięstwa, lecz chodzi w nich głównie o dobrą zabawę, którą ma generować opowiadanie mniej lub bardziej zabawnych historii. Przykładami takich gier  są:

Story cubes

To kostki z ilustracjami. Możliwe są różne warianty gry, ale z grubsza chodzi o to samo – rzucamy kostkami, wybieramy jedna z nich i zaczynamy bądź kontynuujemy (jeśli jest to już kolejna kostka) opowieść. Nie chodzi tu o zwycięstwo, lecz o kreatywność i pracę wyobraźni. O najpiękniejszą / najzabawniejszą / najbardziej spójną (niepotrzebne skreślić) historię.

Once upon a time (Dawno, dawno temu…)

Gracz ma za zadanie opowiadając historię pozbyć się wszystkich kart z ręki. Zagrywając kartę (np. przedmiotu lub osoby) musi umiejętnie wpleść ją w swoją opowieść i tak ją poprowadzić, by na koniec mógł zagrać kartę zakończenia (każdy gracz posiada jedną taką kartę z unikalnym tekstem). Oczywiście musi być obecny mechanizm przejmowania historii (w przeciwnym przypadku gracz rozpoczynałby, kontynuował i kończył) – a są nimi specjalne karty, które można rzucić na stół by przejąć cudzą historię (i kontynuować już jako własną, z własnymi kartami). Można też po prostu uważnie słuchać historii i jeśli zauważymy, że jesteśmy w posiadaniu karty zbieżnej z opowieścią (np. mamy przedmiot, który został wspomniany przez opowiadającego) to możemy ją zagrać i w ten sposób przejąć opowieść. Liczy się refleks.

Kooperacja

Zwykle pod pojęciem gry ukrywa się rywalizacja. Ktoś z nas jest zwycięzcą, ktoś przegranym. Pierwsze gry były grami dwuosobowymi i dokładnie na tym polegały – pokonać przeciwnika. Grywano też drużynowo i to zapewne z takich drużynowych gier wyewoluowały gry kooperacyjne, w których zmagamy się jako drużyna z grą i albo wszyscy przegrywamy, albo wszyscy wygrywamy.

Straszny dwór

Gracze wcielają się w postaci poruszające się po planszy. Tura gracza to rzut kostką i dołożenie ducha w odpowiednie (wskazane przez kolor kostki) miejsce, a następnie ruch postacią w celu zdjęcia duchów z pola. Duchy zdejmujemy z pola, gdy jakaś postać na to pole wejdzie – wyjątek stanowią trzy (lub więcej) duchy na jednym polu – staje się ono niedostępne dla postaci. Gracze wygrywają gdy opróżnią planszę z wszystkich duchów lub zapieczętują 4 anioły *). Przegrywają, gdy zabraknie duchów do dołożenia na planszę.

*) Zapieczętowanie anioła to położenie klucza na jego polu – klucz ten wolno położyć na polu z aniołem tylko wtedy gdy wejdzie nań dwóch graczy.

Odmianą gry kooperacyjnej jest kooperacja ze zdrajcą. Drużyna zmaga się z grą, lecz między nami jest ktoś, kto wygra, jeśli drużyna przegra. Jego tożsamość zazwyczaj (przynajmniej do pewnego momentu) nie jest znana. Udaje on przyjaciela, członka zespołu, ale stara się w niezauważalny sposób pokrzyżować jego plany na zwycięstwo. Przykładem takiej gry może być Resistance (recenzja na blogu Niedzielni Gracze)

 

 

 

Najstarsze gry planszowe Gry planszowe w dydaktyce i wychowaniu #1

30 Wrz

Definicja gry planszowej to:

Gra towarzyska, w której używana jest plansza.

Zdziwieni? ;)

Współczesne gry planszowe różnią się jednak od tych tradycyjnych zaprzeczając czasem tej definicji – bywa, że nawet nie mają planszy. Są zazwyczaj osadzone w jakimś uniwersum (choćby serialowym np. Gra o Tron), dzieją się w czasie i przestrzeni (np. handlujemy płodami ziemi w Puerto Rico) a sama gra nie ma wiele wspólnego z przestawianiem pionów na planszy. Stają się w pewnym sensie symulacjami. Niemniej jednak – nie o tym dzisiaj chciałam pisać. Dziś chciałabym sięgnąć do tradycji i do historii – i przedstawić kilka najstarszych gier pochodzących z różnych zakątków świata.

Starożytność

British Museum (fot. BGG)

Królewska gra z Ur

Powszechnie uważana za najstarszą grę świata. Zwana też „grą na dwudziestu kwadratach”. Pochodzi z Mezopotamii a grano w nią już 5 tys. lat temu. Zwie się grą dwudziestu kwadratów – bo właśnie tyle pól ma plansza, po której przemieszczamy nasze piony. Natomiast nazwa Królewska gra z Ur pochodzi od miejsca pierwszego znaleziska – grobowców królewskich w starożytnym mieście Ur.

British Museum (fot. BGG)

Jej reguły nie są do końca znane – to czym dysponujemy to praktycznie domysły. Rekonstrukcja. Stąd zapewne tak wiele wariantów tej gry. To gra dwuosobowa, a cel w zasadzie jest prosty – przeprowadzić wszystkie swoje piony przez planszę rzucając czterema czworościanami, które są odpowiednikiem współczesnej kostki. Czworościan używany w tej grze miał dwa wierzchołki zaznaczone, a dwa nie – co przy rzucie czterema takimi bryłami generowało rezultaty od 0 (wypadły wszystkie cztery wierzchołki skierowane ku górze niezaznaczone) do 4 (wszystkie wierzchołki, które wypadły są zaznaczone). Ponieważ zero nam jest niepotrzebne – kiedy wypadło przyjmowano, że pion porusza się o 5 pól. W różnych wariantach tej gry różnie przebiega ścieżka pionów. Są też różne interpretacje pól specjalnych (niektórzy interpretują tylko rozety, które chronią piony i pozwalają na dodatkowy rzut, niektórzy wprowadzają efekty wszystkich pól, które np. pozwalają na umieszczanie kilku pionów w jednym kwadracie, bądź nawet umożliwiają obracanie kamieni). Pewna cecha jest jednak zawsze wspólna i o tyle znacząca, że powtarza się w innych grach wywodzących się (bądź po prostu podobnych do Królewskiej gry z Ur) – aby zdjąć pion z planszy po udanym przeprowadzeniu należy wyrzucić dokładną liczbę oczek np. z ostatniego pola musi to być 1, z przedostatniego 2 etc.

Dwie wersje zasad (skrót) – prosta i zaawansowana

Powiedzmy sobie szczerze, że jest to gra mocno losowa, a w jej najprostszej postaci (tej z samą rozetą) przypomina … znienawidzonego przez wytrawnych graczy chińczyka. Bo ruchy są generowane losowo (jak w chińczyku), bo przechodzimy przez wspólne dla obu graczy pola, na których możemy sobie wzajemnie zbijać piony (stając na zajętych przez przeciwnika polach), bo musimy przeprowadzić i sprowadzić wszystkie piony z planszy (praktycznie to samo co wprowadzić piony do domu). Jednak pola specjalne są sporym urozmaiceniem i pozwalają na jakąś minimalną strategię, dlatego mimo wszystko chińczykiem trudno ją nazwać. Na BGG dostępna jest wersja PnP (dla tych, co rozumieją cyrylicę) – polecam, bo w oryginalną grę sprzed 4-5 tys. lat chyba trudno będzie zagrać ;)

Zobacz też: Królewska Gra z Ur – Bazgranie znad Planszy
Королевская игра Ур – Print & Play
Starożytna planszówka, którą warto znać – Czas Gentlemanów

Senet

Starożytna gra egipska symbolizująca podróż duszy do zaświatów. Szacuje się, że może mieć nawet 5500 lat. Nieco podobna do Królewskiej gry z Ur, jednak o wiele bardziej strategiczna. Tu również przeprowadzamy piony przez planszę, ale w przeciwieństwie do jej poprzedniczki, nie zdejmujemy pionów podczas zbijania. To dość niespotykany sposób bicia – zamieniamy dwa piony miejscami (pion przeciwnika zamiast zostać zdjęty z planszy ustawiany jest na miejscu skąd wyruszył nasz pion). Do tego istotnym elementem gry jest ochrona pionów – są one chronione, czyli niemożliwe do zbicia gdy piony tego samego koloru znajdują się na sąsiednich polach. Wyjątkiem są ostatnie pola planszy, które są jednocześnie polami specjalnymi. Tu do wygenerowania losowej liczby używa się 4 patyczków – z jedną stroną pomalowaną, a drugą nie. Jak łatwo policzyć, dysponujemy wynikami od 0 do 4, przy czym tradycyjnie już zero oznacza ruch o 5 pól. Rzuty 2 i 3 są pechowymi rzutami – po nich (a w zasadzie po wykonaniu ruchu) kończy się kolejka gracza. Pozostałe rzuty (1, 4 oraz 5) uprawniają do dodatkowego rzutu. Celem gry jest oczywiście przeprowadzenie swoich wszystkich pionów przez planszę zanim zrobi to przeciwnik.

W Senet możesz zagrać online na BoardGameArena.com |

Tryktrak (Backgammon)

Nie jest grą starożytną, ale o tyle warto o niej wspomnieć, że wywodzi się z Królewskiej gry z Ur, jak również ma wiele cech wspólnych z Senetem. Tu też chodzi o przeprowadzenie pionów przez planszę. Dla każdego gracza dzieli się ona na dwa etapy: wprowadzenie wszystkich pionów do domu a następnie wyprowadzenie wszystkich pionów z domu na dwór (czyli zdjęcie z planszy). Do rzutów używamy dwóch kostek (tak, to już nowożytna gra) a w swoim ruchu sami decydujemy czy poruszamy się dwoma pionami, czy jednym (ale podwójnie – tzn. o oczka z każdej kostki). Również w tej grze piony tego samego koloru wzajemnie się chronią (gdy są na tej samej linii), a pojedyncze kamienie mogą być zbijane przez przeciwnika poprzez stanięcie na zajmowanym przez nie polu. Wyprowadzając piony na dwór potrzebujemy dokładnych rzutów – dokładnie tak jak w poprzedniczkach – nie można np. użyć trójki aby wyprowadzić pion z ostatniego pola.

Do Europy backgammon trafił dość niedawno, ale miłośnikom literatury powinien być znany. Można bowiem spotkać opisy życia salonowego wyższych sfer m.in. nad grą w tryktraka.

Zobacz też: Michał Stajszczak „Planszówkowa klasyka: Backgammon”
W Tryktraka możesz zagrać też online w Kurniku oraz na BoardGameArena.com

Kalaha (Mankala)

To jedna z najstarszych gier świata. Była znana ludziom już od czasu neolitu. Uznaje się ją za grę afrykańską, bo towarzyszyła wszystkim plemionom z tego kontynentu praktycznie od zawsze. Nie ma chyba nikogo z tego rejonu świata, kto by nie znał mankali. Otaczano ją czcią, a do dziś można nabyć bardzo drogie i pięknie rzeźbione egzemplarze. Jednak grano w nią również na Bliskim Wschodzie i na wyspach Azji Południowo-Wschodniej, więc trudno jednoznacznie określić kto „wynalazł” mankalę. Do Europy trafiła stosunkowo niedawno – ok. 100 lat temu – i wciąż jeszcze nie jest zbyt popularna.

Ruch polega na wyjęciu wszystkich kamieni z własnego dołka i rozłożeniu ich pojedynczo do dołków kolejnych (w tym własnej bazy – ale nie bazy przeciwnika). Jeśli:
– ostatni kamyk wpadnie do naszej bazy – mamy dodatkowy ruch
– ostatni kamyk wpadnie do pustego dołka po naszej stronie – zabieramy ten oraz wszystkie kamienie z przyległego dołka przeciwnika i wkładamy do własnej bazy
– partia kończy się gdy jeden z graczy ma już puste dołki czyli nie może wykonać ruchu. Drugi przenosi pozostałe kamienie do własnej bazy. Wygrywa gracz, który zdobył więcej kamieni.

Poza tym, że jest całkiem przyjemną grą logiczną to jest o tyle znamienna, że jej mechanika jest sersem wielu współczesnych gier planszowych np. Pięciu klanów, Trajana.

Zobacz też: Michał Stajszczak „Planszówkowa klasyka: Mankala”

fot. BGG

Młynek (Nine Men’s Morris)

To dobrze znana nam dwuosobowa gra. Kupcie dowolne warcaby, a mocno prawdopodobne będzie, że staniecie się właścicielami młynka umieszczonego po drugiej stronie planszy. Zasada jest prosta. Każdy z graczy dostaje 9 kamieni. W pierwszej fazie, na przemian układacie je na planszy. W fazie drugiej ruch polega na przesunięciu dowolnego kamienia na sąsiednie pole (przecięcie linii). Jeśli komuś uda się ułożyć trzy własne kamienie w jednej linii (czyli młynek) – w nagrodę zabiera dowolny kamień przeciwnika. Cel: uniemożliwić przeciwnikowi ułożenie młynka – inaczej mówiąc przegrywa gracz, któremu zostaną na planszy tylko dwa kamienie.

Zobacz też: Michał Stajszczak „Planszówkowa klasyka: Młynek i krewni”
W Młynek możesz zagrać też online w Kurniku oraz na BoardGameArena.com

fot. BGG

Go

Starochińska gra planszowa, popularna również w Korei i Japonii (jap. – go, chiń. – wéiqí, kor. – baduk, paduk), a w ostatnich latach zdobywająca rosnącą popularność na całym świecie. Dla ludzi Wschodu jest ona specyficznym połączeniem nauki, sztuki i sportu. Podanie głosi, że wymyślił ją cesarz Yao (2357-2255 p.n.e.), w celu kształcenia syna Dan Zhu. W księdze historycznej pod tytułem Shibenzuopian (Kronika. Sztuka Użytkowa), która powstała w Epoce Walczących Królestw (403 – 221 p.n.e.), zapisano, że „cesarz Yao wymyślił weiqi, żeby Dan Zhu uczył się dobra”.

Jest to doskonała gra strategiczna. Zaryzykowałabym twierdzenie, że porównywalna z szachami. Zasady wydają się banalne: układanie na przemian kamieni (czarne vs. białe) na przecięciach linii na kwadratowej planszy w celu otoczenia własnymi kamieniami terytorium większego niż terytorium przeciwnika. Każdy kamień postawiony na planszy posiada co najmniej jeden oddech – puste sąsiednie skrzyżowania połączone z kamieniem prostym odcinkiem. Kamień (lub grupa kamieni), któremu przeciwnik zabierze ostatni oddech (czyli całkowicie go otoczy) zostaje zbity i zdjęty z planszy.

Mimo tych prostych zasad Go jest grą bardzo trudną.

Dla ciekawych: Interaktywny kurs GO
W GO można zagrać online na BoardGameArena.com

fot. BGG

Petteia (Kamyki)

Logiczna gra starożytnych Greków. Rzymianie przekształcili ją w Latrunculi, czyli Łotrzyków. Na pierwszy rzut oka może przypominać warcaby. Rozgrywa się na planszy 8×8 (albo innej, nawet prostokątnej) a piony (8 lub 16 dla każdego gracza) poruszają się w pionie lub poziomie o dowolną liczbę pól dopóki nie natrafią na przeszkodę (inny pion lub brzeg planszy). Nie wolno przeskakiwać pionów – ani swoich, ani cudzych. Natomiast dość nietypowo (w naszym współczesnym odczuciu) rozwiązane jest bicie – następuje ono przez pojmanie piona, czyli dostawienie swojego piona do piona przeciwnika w taki sposób, aby z drugiej strony piona wrogiego stał inny własny pion. W niektórych wariantach można zbijać nie tylko pojedyncze piony, ale także całe szeregi. Grano do zbicia lub unieruchomienia wszystkich pionów przeciwnika.

Wspominam o tej grze m.in. dlatego, że miałam przyjemność wypróbować oraz zaprezentować studentom dwie gry nowożytne, ale z podobnym mechanizmem zbijania pionów. Uwierzcie, że nie jest łatwo przestawić się na taki tok rozumowania i bardzo łatwo zupełnie niechcący podstawić się rywalowi – zanim człowiek opanuje tę trudną sztukę brania pinów do niewoli.

Średniowiecze

Hnefatafl

To średniowieczna gra Wikingów. Gra niesymetryczna – jeden z graczy kieruje Królem i jego ochroną, drugi zaś Rebeliantami. Charakterystyczny dla tej gry jest właśnie sposób poruszania pionami i bicia – taki jak w opisanej przed chwilą Petteii. Król to specjalny pionek, który usiłuje dotrzeć do jednego z czterech narożnych pól planszy. Rebelianci zaś próbują wziąć Króla do niewoli tj. otoczyć go ze wszystkich czterech stron (inaczej niż zbijanie zwykłych pionów, do którego wystarczy dostawić piony z dwóch przeciwległych kierunków).

Zobacz:
Michał Sołtysiak „Gry planszowe Wikingów – rekonstrukcja gier planszowych na przykładzie hnefatafl” [PDF]

Nowożytność

Tablut

To już czasy nowożytne – tradycyjna gra Lapończyków. Zasady są bardzo podobne do Hnefatafl, z tą różnicą, że jest mniejsza plansza, mniej pionów a Król usiłuje dotrzeć do dowolnego brzegowego pola planszy (nie tylko narożnego). Ciekawostką może być fakt, że  została opisana po raz pierwszy przez szwedzkiego botanika i zoologa Karola Linneusza w 1732 roku (tego od systematyki roślin i zwierząt).

Gra ta odzwierciedla sytuacje polityczną, jaka obserwowali Lapończycy w XVIII wieku. Ścierające się dwie wrogie armie: liczniejsza Moskali i mniej liczna Szwedów, złapanych w pułapkę wraz z swym królem. Pierwsi starają się pojmać króla Szwedów. Ci zaś dążą do uwolnienia swojego króla z zasadzki. Bardzo przypomina to sytuację z bitwy pod Połtawą z 1709 roku w wyniku, której po rozbiciu wojsk szwedzkich Karol XII był zagrożony pojmaniem przez wojska rosyjskie.

Osobiście nie udało mi się jeszcze wygrać Moskalami, czyli wziąć Króla do niewoli. Ciekawe, czy gra jest dobrze zbalansowana…

Zobacz też: Bazgranie znad Planszy

Puluc

Tradycyjna gra planszowa Majów. Grają w nią po dziś członkowie plemion Kekchi i Mopan (Ameryka Środkowa). Gra w Puluc była powiązana z cyklem przyrody. Indiańscy rolnicy grali w nią na wiosnę, dzień przed zasianiem kukurydzy, używając jej ziaren jako pionków i kości. Najważniejsze w tym rytuale było to, żeby otoczyć ziarna radością zanim trafią do ciemnej ziemi – aby dały one dobre plony.

Rozgrywka toczy się na prostokątnej planszy. W swoim ruchu gracz wykonuje rzuty (jeden lub dwa – w zależności od wersji gry) czterema ziarenkami / patyczkami / kostką do gry i porusza się jednym lub dwoma pionkami o określoną liczbę pól do przodu, w kierunku domu przeciwnika. Celem jest przejęcie piona przeciwnika (stanięcie na nim) – wtedy następuje „odwrót” i pion zaczyna poruszać się w kierunku swojego domu (można sobie wyobrazić, że pion wyrusza na łowy ;)). Możliwe jest przejmowanie nie tylko pojedynczych pionów, ale też całych stosów. Gdy uda mu się dotrzeć do domu piony przeciwnika znajdujące się w stosie zdejmowane są z planszy. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zbije wszystkie piony przeciwnika.

Jak wspomniałam i jak nietrudno się domyślić – istnieje wiele wariantów gry, w tym z pojedynczym lub podwójnym rzutem. Ta druga opcja jest nieco ciekawsza a ponadto ma walory edukacyjna, bo wymaga liczenia (dodawania) w celu znalezienia optymalnego ruchu (przejęcia pionów i zminimalizowania prawdopodobieństwa, że samemu zostanie się przejętym).

Zobacz też: Puluc w Bazgraniu znad Planszy

fot. BGG

Halma

Halma pochodzi od greckiego słowa άλμα oznaczającego „skakać”. Została wymyślona w 1883 lub 1884 roku przez Amerykanina George’a Howarda Monksa. Dwóch lub czterech graczy (niektóre wersje wspominają też o trzech, ale ja osobiście jakoś tego nie czuję na tej kwadratowej planszy) próbuje przeprowadzić swoje piony z jednego rogu planszy na drugi – kto pierwszy tego dokona, wygrywa. Ruch polega na przesunięciu swojego piona na sąsiadujące, wolne pole LUB przeskoczeniu nad innym – własnym albo cudzym – pionem (niczym bicie w warcabach). Przeskok ten nie powoduje jednak bicia a nadto można przeskoczyć w trakcie jednego ruchu wiele razy nawet zmieniając kierunek – o ile tylko mamy taką możliwość tzn. za przeskakiwanymi pionami jest wolne pole. Skakanie nie jest obowiązkowe – można je zakończyć w dowolnym momencie, nawet jeśli mamy możliwość skakać dalej. I to właśnie jest sercem gry – nie muszę chyba nikogo przekonywać, że kluczem do zwycięstwa jest umiejętne ustawianie własnych pionów a także korzystanie z pionów przeciwnika.

Trylma

Nazywana „chińskimi warcabami”, nie pochodzi jednak z Chin – została stworzona w 1892 roku w Niemczech jako modyfikacja halmy. Znana jako Stern-Halma czyli „Halma Gwiaździsta”. Rozgrywana jest na planszy w kształcie sześcioramiennej planszy i przeznaczona dla 2,3,4 lub 6 osób.

Zobacz: http://www.matematyka.wroc.pl/grystrategiczneilogiczne/halma

Surakarta

Jest to interesująca planszowa gra logiczna dla dwóch osób pochodząca z Indonezji, porównywana do gry w warcaby.  Nietypowe zasady gwarantują dobrą rozrywkę i powodują, że gra jest bardzo dynamiczna. Jej europejska nazwa Surakarta wywodzi sie od starożytnego miasta o tej samej nazwie leżącego na Jawie. Oryginalnie nazywała się ta gra Permainan, co w języku indonezyjskim oznacza po prostu grę. Surakarta bywa także nazywana Solo i Roundabouts tzn. ronda, co ma związek ze specyficznym kształtem planszy.

Celem gry jest zbicie wszystkich pionów przeciwnika. Ruch polega na przesunięciu piona pionowo, poziomo lub po skosie. Na jednym polu może stać tylko jeden pion i nie wolno pionów przeskakiwać. Bicie wykonujemy poprzez ruch po okręgu. Może on być dowolnie długi a także zawierać kilka okręgów – byle tylko droga po której porusza się pion była pusta i zakończona pionem przeciwnika (który ulega zbiciu).

A na koniec polecam jeszcze przeczytanie mega ciekawego felietonu p. Michała Stajszczaka o tym jak z Polowania na niedźwiedzia wyewoluowała Forteca i jak się do tego wszystkiego mają lis, gęsi i inne zwierzęta.

Zobacz też: Krowy i lamparty i in. pokrewne gry na Bonaludo