RSS
 

Archiwum kategorii ‘Jurassic Park: Danger’

Jurassic Park: Danger! Adventure Strategy Game

13 Maj

Ta gra czekała prawie pół roku (jak widać z tła)… ale się wreszcie doczekała!

Jurassic Park to jeden z moich ulubionych filmów, książek (zwłaszcza książek!) i w ogóle tematów. Wydawałoby się, że to również wdzięczny obiekt to stworzenia gry, ale… jak poszukacie na BGG „Jurassic Park” to ocena plasuje się średnio tak istotnie poniżej 6. Trochę lepiej mają się raptory – jedna z gier z tym słówkiem kluczowym (czyli po prostu Raptor) ma nawet jakieś 7.4 w skali 1-10 (i to przy ponad 5 tys. ocen, co już jest dość miarodajne). Możemy jeszcze pomachać Bruno Cathala za ciekawy pomysł z Jurassic Snackiem (7.0) choć War & Sheep, który on reimplementuje raczy nas zaledwie oceną 5.7. Najlepiej chyba z tego wszystkiego stoi Dinosaur Island (7.9) , choć to raczej typowe euro o budowaniu parku niż walka o przetrwanie wśród tych przedpotopowych kreatur.

Na tym tle Jurassic Park: Danger przedstawia się nie najgorzej – 6.6, choć i tak ocenie tej nie można zbytnio ufać (niecałe 300 ocen).

Figurki dinozaurów. To dilofozaur czy czerwony lew? ;)

To co się rzuca w oczy to fatalne figurki dinozaurów (dilofozaur wygląda jak wielki czerwony kot z grzywą ;)) oraz… niezły klimat. A klimat w tym przypadku to nie tylko wyspa i zdjęcia bohaterów na taliach kart. Jest to gra asymetryczna i po części kooperacyjna. Jeden z graczy porusza dinozaurami (i wygrywa wtedy, gdy uda mu się wyeliminować z gry 3 postaci) podczas gdy pozostali próbują wykonać misje (każda postać ma inną misję) oraz uciec z wyspy.

Po pierwsze, jako human players musimy odwiedzić i aktywować trzy lokacje na wyspie – Visitors Center, Maintenance Shed oraz Control Center. Włączenie ich daje nam bonusy i umożliwia ucieczkę z wyspy – na krańcowym polu pojawia się helikopter. Ale żeby nie było tak łatwo – każda postać, która ucieka musi być w posiadaniu swojego goal token, a więc wykonać swoją prywatną misję, zanim będzie mogła zapakować się do helikoptera. I tak np. doktor Elle Sattler musi odwiedzić kafelek wybiegu triceratopsa, Tim znajdzie swój token na wybiegu brahiozaura, Lex jeśli dobrze pamiętam musi odwiedzić Control Center a dr Ian Malcolm musi podczas rzutu kostką zgadnąć czy liczba będzie parzysta czy nieparzysta aby wykonać swoją misję. Niektóre postaci zaczynają przygodę na wyspie z tokenem i nie mogą go stracić (jeśli go utracą nie będą mogły uciec i pozostanie im tylko jedno – poświęcić siebie aby uratować innych).

Isla Nublar

Wbrew pozorom nie jest to gra eliminacji, gdyż pracujemy jako zespół, a gdy uratujemy / stracimy jakąś postać – gracz ów bierze następną i gra następną. Rozgrywka kończy się dopiero w momencie gdy trzy postaci zostaną uratowane, lub trzy postaci zostaną zjedzone.

Na początku rundy wybieramy po jednej karcie do zagrania (teoretycznie możemy to robić symultanicznie, bo ich nie ujawniamy, ale jeśli chcemy dyskutować taktykę to powinniśmy się trzymać reguł, tj. najpierw swoją kartę wybiera dino-gracz a dopiero potem ludzie), a następnie, począwszy od dino-gracza rozpatrujemy swoje karty. Ciekawa jest mechanika operowania talią. Dinozaur atakując gracza wyciąga mu z talii w ciemno jedną kartę i „pali ją” (odrzucana jest poza grę). W ten sposób zmniejsza się talia gracza. Co więcej, discard gracza ludzkiego nie wraca z założenia gdy talia się skończy – aby odzyskać zdiscardowane karty trzeba „spalić” karty które mamy na ręce. Jeśli nie mamy kart na ręku, nie mamy co „spalić” i nie odzyskamy kart z discardu. Podobnie ma się z rzutami kostką – aby wykonać pewne akcje trzeba wyrzucić określony wynik np. 5+. Jeśli wyrzucę mniej mogę albo zrezygnować z ruchu i cofnąć kartę, albo „spalić” wybraną kartę z ręki o wystarczającej wartości by podbić wynik. I znowu moja talia się uszczupla. A kart jest tylko 10!

Blisko, blisko…

Czy ma to znaczenie? Kolosalne, gdyż gracz zostaje wyeliminowany wtedy, kiedy nie może zagrać żadnej karty z ręki, albo gdy dinozaur atakuje, a on nie ma żadnej karty na ręku (tj. dinozaur nie może mu jej wyciągnąć i spalić). Z tego punktu widzenia 10 kart to mało. Naprawdę mało.

Choć z drugiej strony nie na tyle, by nie dało się wygrać. Tu walka jest naprawdę zażarta. Sporo zależy od tego jakie postaci wybierzemy na początek. Czy łatwo będzie zrealizować swój prywatny cel.

Postacie nie są dobrze zbalansowane, jednymi gra się łatwiej, drugimi trudniej. Np. o wiele lepiej zagrać Lex na samym początku, bo i tak trzeba się dostać do Control Center, żeby je aktywować. Ale jeśli Lex wejdzie do gry później, gdy już macie wszystkie trzy lokacje aktywne, jej podróż do Control Center będzie jałowa – jedynie w celu zdobycia goal token, podczas gdy w pierwszym przypadku możemy zrobić 2w1 a więc zdobyć token i jednocześnie wykonać jedną z trzech ogólnych misji.

No, tym razem się udało :)

Również to w ile osób gramy ma znaczenie. W jednym momencie na wyspie będzie przebywać od 2 do 4 ludzi. A dinosaur player kontroluje zawsze 3 dinozaury i ma do dyspozycji zawsze 3 karty (z czego wybiera do zagrania jedną). Grałam w 3 i 4 osoby (co się przelożyło na 2 i 3 ludzi kontra dinozaury) i zdecydowanie łatwiej było uciec gdy była nas jednocześnie trójka. Mimo, że do zwycięstwa trzeba było uratować 3 postaci, a nie 2 (gdy na planszy jest tylko dwoje ludzi). Podejrzewam, że w 5 osób (czyli 4 ludzi) będzie to bułka z masłem, bo nadal uratować wystarczy tylko 3 osoby.

Mimo to – ta gra mnie wciąga :) Mechanicznie może nie jest najwyższych lotów, bo ma niedociągnięcia – głównie z powodu balansu – ale jest mocno osadzona w klimacie. Talia każdego gracza jest inna, każda postać musi zrobić co innego i potrafi robić co innego. Warto współpracować, by przechytrzyć dinozaury, jednocześnie mając świadomość, że dino-gracz słucha waszych rozmów i zna plany. Podobnie też dinozaury – każdy z nich ma jakąś szczególną umiejętność – raptor jest mobilny, t-rex podwójnie atakuje, a dilofozaur może pluć na odległość.

I podoba mi się ten myk z „paleniem” kart. Nie tylko ścigamy się z dinozaurami ale również z czasem. Nic tak nie boli jak eliminacja postaci z tego powodu, że zabrakło jednej jedynej karty aby przejść na to ostatnie pole z helikopterem :)

Tekst opublikowany również na GamesFanatic.pl