RSS
 

Archive for the ‘Wersje on-line’ Category

Jaipur – wybierzmy się na targ

07 Wrz

jaipur_3d.389993.1500x0Taka mała, niepozorna gra. Na dniach będzie miała swoją polską premierę. Dwuosobowa gra wykorzystująca mechanizm zbierania setów. Trochę podobna do Fungi (lasu pełnego grzybów) czy Sobka (Nilu pełnego surowców i postaci) – w Jaipurze zaś mamy targ, z którego czerpiemy pełnymi garściami.
kowalski

Zasady gry w pigułce

Jak już wspomniałam pomiędzy nami (gra jest dwuosobowa) leży targ a w nim karty – surowców (diamenty, złoto, srebro – to te droższe, oraz sukno, przyprawy i skóry – to te tańsze) oraz wielbłądów. W swojej kolejce możemy wykonać jedną z trzech akcji:

  1. Wziąć jedną kartę z targu (uzupełniamy targ do 5 kart)
  2. Wymienić dowolną liczbę kart z ręki z taką samą liczbą kart z targu – możemy oddać zarówno towary jak i wielbłądy (i dowolną kombinację tych dwóch) ale nie możemy pobrać z targu wielbłądów.
  3. Zabrać wszystkie wielbłądy (uzupełniając ze stosu targ do 5)
  4. Sprzedać jeden z surowców (dowolną liczbę kart), przy czym sprzedając droższy surowiec musimy sprzedać co najmniej 2 karty. Przy sprzedaży trzech, czterech lub pięciu kart otrzymujemy odpowiednio dużą premię.

Jest trochę dodatkowych szczegółów dotyczących wymian i bonusów, ale wspomnę tu jeszcze tylko o tym, że limit kart na ręku wynosi 7 ale wielbłądy do tego limitu się nie liczą. Runda kończy się gdy nie ma już czym uzupełnić targu a rozgrywa się dwie lub trzy rundy (do dwóch zwycięstw gracza).
szeregowy

Wrażenia

Początek gry

… są z gry on-line na BGA, dlatego nic absolutnie nie powiem o jej wydaniu, a tym bardziej o wydaniu polskim od Rebela. Niemniej mechanika jest – jeśli wierzyć opublikowanej instrukcji – ta sama i co tu dużo mówić – jest bardzo fajna. Prosta, szybka a jednocześnie dająca pole do kombinowania. Nic dziwnego, że gra znajduje się w rankingu BGG w pierwszej setce.

Jakie są dylematy w tej grze? Towary sprzedajemy za żetony, ale żetony te nie są tej samej wartości. Pierwsze są  najbardziej wartościowe, im później będziemy sprzedawać tym słabsze żetony dostaniemy. Towary droższe co prawda nie schodzą poniżej 5 rupii, ale jeśli chodzi o skóry czy przyprawy – maruderzy zyskają jedynie po jednej rupii za kartę. Z drugiej strony czasem warto poczekać aż uzbiera się 3, 4 a jeszcze lepiej 5 kart, gdyż do tego wszystkiego dostaniemy bonusy odpowiednio duże. Choć tutaj w grę wchodzi już pewna losowość, gdyż za sprzedane 3 karty otrzymujemy żeton premii wart 1, 2 lub 3 rupie, sprzedając 4 karty możemy zyskać 4, 5 lub 6 rupii, a za 5 kart aż 8, 9 lub 10.

Warto też dobrze dysponować wielbłądami. Liczniejsze stado na koniec rundy warte jest 5 rupii. Ale też przede wszystkim jest to waluta, którą warto wymieniać na targu za towary – zwłaszcza te droższe. Trzeba uważać, by jednorazowo nie brać zbyt dużo wielbłądów (bo wtedy targ się odnawia i mogą pojawić się na nim wartościowe towary), gdy przeciwnik ma mało kart na ręku a wielbłądy do wymiany – to zaproszenie do tego, aby wydobył z targu to co najlepsze.

W gruncie rzeczy jednak tych decyzji dużo nie ma – nie są w stanie zawiesić gracza na dłużej więc gra przebiega sprawnie.

Losowość jest spora i może dać się we znaki, ale wiele też zależy od obycia z grą, od dobrego kombinowania. Nie kombinujesz, nie wygrywasz – nawet jeśli będziesz miał farta.

Regrywalność związana jest głównie z losowością – za każdym razem targ wygląda inaczej. Niemniej zasady wyglądają tak samo i po kilku partiach można się spodziewać pewnej rutyny – co warto (brać drogie towary, szybko sprzedawać nawet pojedyńcze tanie towary, korzystać z okazji gdy trafia się 5 kart) a czego nie warto (brać dużo wielbłądów gdy przeciwnik ma wielbłądy a nie ma towarów) – a przede wszystkim trzymać rękę na pulsie i patrzeć co bierze oponent i czy zdoła wcześniej ode mnie pohandlować.

Podoba mi się zróżnicowanie tempa sprzedaży (im szybciej tym korzystniej). W kombinacji z premią za ilość kart daje to spore pole manewru. Podoba mi się myk z wielbłądami (to, że musimy je wziąć wszystkie). Podoba mi się prostota gry. Co mi się nie podoba? Że nie mamy bladego pojęcia o tym ile rupii zarobił przeciwnik. W wersji bez prądu na to można mieć wpływ (choć nie wiem czy to byłoby zgodne z zasadami) ale w wersji on-line wyniki zlicza komputer i ich niestety ich nie prezentuje. Więc do ostatniej chwili nie wiemy kto prowadzi. Możemy się jedynie domyślać.

 Szczerze grę polecam. A jeśli jeszcze nie jesteście przekonani czy to pozycja dla Was – spróbujcie jej na BGA, a na pewno się Wam spodoba.

 

 

Tokaido – podróżniku, poczuj smak Japonii

28 Mar

Witaj podróżniku. Witaj na legendarnej Drodze Wschodniego Morza – Tokaïdo, łączącej Kyotô i Edô. Rozpoczynasz właśnie niezwykłą podróż po dawnej Japonii, podczas której odkryjesz jej tysiąc cudów. Nie śpiesz się, znajdź czas na kontemplację każdej panoramy, która otworzy się przed Tobą: od majestatycznych gór, poprzez spokojne nabrzeża, aż po rozległe pola ryżowe.

Tokaido to wydana w 2012 roku (Polskie wydanie 2013 przez Hobbity.eu)  gra z gatunku familijnych, średniej (bądź nawet niewielkiej)  trudności Antoine Bauza – projektanta znanego z takich tytułów jak 7 cudów, Ghost stories czy Takenoko. Po raz kolejny już sięgającego do klimatów japońskich.

Zasady w pigułce

Gracze wcielają się w rolę podróżników zwiedzających dawną Japonię. Plansza przedstawia legendarną drogę Tokaido, po której gracze będą się przesuwać starając się aby ich podróż była bogata w doświadczenia. Zawsze ruch wykonuje gracz, który jest ostatni na drodze (może się tak zdarzyć, że będzie on wykonywał kilka ruchów pod rząd). Przestawiając swój pion na wybrane miejsce otrzymuje on korzyści z tego pola, na którym się zatrzymał – odbywa spotkanie, w wiosce kupuje pamiątki, korzysta z gorących źródeł, odrywa kolejny fragment panoramy (tj. zdobywa odpowiednie karty), na farmie zdobywa monety a w świątyni daje datki na zbożny cel. Wszystkie te akcje (i karty) są odpowiednio punktowane. Spotkania mogą mieć różny przebieg: shokunin (podróżujący kupiec) przyniesie nam kartę pamiątki, amaibito (przewodnik) – kartę panoramy, samurai – trzy punkty, kuge (dostojnik) – trzy monety, miko (kapłanka) – 1 punkt i monetę jako datek dla światyni. Zdobywając karty panoram (jest ich kilka rodzajów – panorama pola ryżowego, gór, morza) staramy się ułożyć całą panoramę (każda kolejna karta panoramy przynosi więcej punktów a po ukończeniu całej panoramy otrzymujemy dodatkowy bonus), staramy się kupować różne pamątki (punktowana jest różnonordność kolekcji).

W trakcie podróży będziemy musieli zatrzymywać się w gospodzie czekając aż wszyscy do niej dotrą (jest ich cztery włączając punkt końcowy) – gdy pierwszy podróżnik przybędzie do danej gospody dobiera tyle kart posiłków ilu jest graczy plus 1 – i z tej puli może kupić jeden posiłek (kosztuje on od 1 do 3 monet, ale zawzse daje 6 punktów – każdy kolejny gracz będzie miał już mniejszy wybór, bo pula nie jest uzupełniana) – przy czym nie można skosztować dwa razy tego samego specjału, a więc w pewnym momencie istotne staje się kto pierwszy znajdzie się w gospodzie. Więcej szczegółów (zwłaszcza zasad punktowania) znajdziecie we wspaniałym streszczeniu zasad na BGA. Po dotarciu ostatniego gracza do ostatniej gospody następuje koniec gry podliczenie punktów.

tokaido_bgaChwila refleksji

Grałam w tę grę jedynie w wersji online na BGA, dlatego nie mogę się wypowiedzieć na temat jakości wykonania. Jednak pod względem artystycznym (ilustracje na BGA pochodzą przecież z tradycyjnego wydania) jest fantastyczna. Śliczne panoramy, przepiękne, tchnące Japonią postacie, przedmioty – jest na czym oko zatrzymać.

Na pierszy rzut oka wydaje się, że to będzie podróż bez żadnego kombinowania – skoro mam podróżować jak najwolniej to idę na pierwsze wolne miejsce, i tak sobie będziemy nawzajem siebie przeskakiwać a co wpadnie do worka to przy okazji się zabierze. Otóż nic bardziej błędnego. Kiedy do planszy siadają nowicjusze pierwsza partia rzeczywiście tak może wyglądać, ale wystarczy zagrac drugi raz i zaczyna się kombinowanie. Na początku bowiem wybieramy/losujemy kartę naszego podrożnika, a każdy podróżnik ma bonusy z czego innego (jeden ma dodatkowe korzyści ze spotkań, drugi darmowe posiłki, trzeci woli dawać datki na świątynie itd.) – co sprowadza się do tego, że dla każdego z nas te same pola na planszy mają inną wartość. Ponadto w trakcie gry poszczególne pola zaczynają mieć dla nas inną wartosć (np. możemy bardziej potrzebować panoramy gór, którą właśnie kończymy, niż panoramę pola ryżowego, której jeszcze nawet nie zaczęliśmy). I tu zaczyna się rywalizacja – żeby stanąć na polu, które przyniesie mi największą korzyść, a jednocześnie nie dopuścić, aby przeciwnik stanął na upatrzonym przez niego polu. A do tego wszystkiego jeszcze trzeba pamiętać, że jak się wysforujemy za bardzo do przodu, to przeciwnicy zbiorą więcej punktów bez większego wysiłku i rywalizacji. Jest co planować. Trzeba przewidywać ruchy przeciwników. I co ważne – to jak bardzo urozmaicona będzie rozgrywka zależy od tego z kim gracie.

Ja odkryłam w tej grze jeszcze jedno. Klimat. W pewnym momencie przestała mnie bawić stricte rywalizacja, złapałam się na tym, że wczuwam się w klimat podróży, że ciekawi mnie kogo spotkam nastepnym razem, czy uda mi się skompletować całą panoramę i czy w gospodzie poznam nową potrawę. Złapałam się na tym, że przyjemność sprawia mi przede wszystkim podróż. Wygrana dopiero w drugiej kolejności.

Podsumowanie

Plusy:
+ świetnie oddany klimat podróży i Japonii
+ rewelacyjna szata graficzna
+ prostota zasad
+ umiarkowana interakcja między graczami (bez podkładania świń, ale jednak czuje się na plecach oddech przeciwnika)
+ wysoka regrywalność (taktyka zależy od wylosowanej postaci podróżnika oraz od składu graczy)
+ dobra skalowalność

Minusy:
Niczego o minusach nie napiszę. Znam wersję online, która pewnych aspektów jest pozbawiona. Np. nie muszę przygotowywać gry, nie muszę ciągnąć kart (robi to za mnie komputer) – więc nie wiem czy odczuwa się przy tym chaos czy nie, czy jest to przytłaczające czy nie. W grze występuje losowość (np. przy spotkaniach, przy ciągnięciu kart posiłków, punktowaniu za źródła) ale ja to odbieram na plus. Na plus dla klimatu – bo każda podróż jest w pewnym stopniu niewiadomą.

W moim odczuciu to gra na 7/10 lub 8/10. W zależności od humoru – czy mam ochotę bardziej grać, czy bardziej wygrać. Dla mnie to gra wyboru jeśli chcę się przez chwilę poczuć podróżnikiem w obcej krainie.

 

Zagrałam w grę faraonów….

20 Mar

Gra przechodzących przez Netherworld

Senet, bo to o niej mowa, liczy ponad 5000 lat, a zatem jest najprawdopodobniej najstarszą grą planszową świata. Pochodzi ze starożytnego Egiptu, gdzie była używana do zabawiania ludzi i służyła jako religijna metafora podróży dusz ludzkich ku błogosławionej śmierci. Dokładne oryginalne zasady tej gry nie są znane. Nie znaleziono na ten temat żadnych zapisów, a zasady  próbowano rekonstruować poprzez ilustracje i domysły. Obecnie stosowane są zasady, zaproponowane przez dwóch historyków – R.C. Bella i T. Kendalla.

Jest to szybka gra dla 2 graczy, którzy konkurują ze sobą, przenosząc swoje pionki po planszy trzydziestu kwadratów. Celem jest przeniesienie wszystkich swoich pionów poza planszę (ruch polega na rzucie patyczkami i posunięciu piona o określoną liczbę pól) – kto zrobi to pierwszy, ten wygrywa. Nie jest to jednak typowa ściganka, wymaga pewnej dozy strategii – na planszy znajdują się bowiem pola specjalne, które mogą pomóc, lub zaszkodzić. Streszczenie zasad ruchu i wyjaśnienie pól znajduje się na BGA – tam  też  zapraszam na partyjkę.

senet_bgaWrażenia

Zdecydowanie przyjemniej grałoby się prawdziwymi pionami na prawdziwej planszy. A już zwłaszcza na takiej zrobionej ręcznie, najlepiej z drewna (ponoć można taką u nas jeszcze dostać). Niestety, mnie dane było grywać tylko na BoardGameArena.com – mimo to chwalę sobie te partyjki i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała ku nim okację (gra nie należy do najpopularniejszych).

Gra jest zdecydowanie szybka, a BoardGameArena jeszcze to bardziej przyspiesza podpowiadając jakimi pionami wolno się ruszyć. Czasem bywa tak, że nie ma wyboru, więc nie ma się nad czym zastanawiać – tempo jest błyskawiczne. Jednak myliłby się ktoś, kto by twierdził, że to gra zupełnie losowa. Pierwszą zagraną partię niechlubnie położyłam – dopiero przy następnych zaczęłam dostrzegać możliwości taktyczne.

Przede wszystkim trzeba trzymać piony razem – kupą mości panowie, kupy nikt nie ruszy :) Czasem się oczywiście nie da, więc trzeba dziarsko pomykać do przodu swoim pionem, żeby uciec przed pogonią. Samemu iść do przodu, przeciwnika blokować – to przepis na sukces. Sukces, który nie zawsze nadejdzie, bo losowość (jak przy każdym rzucie kostką – przepraszam, patyczkami) jest wszechobecna. I dobrze, kto nie lubi losowości niech idzie zagrać w szachy. A ja póki co zapraszam do poznania najstarszej gry świata. Nawet jeśli się w niej nie rozmilujecie, to warto ją poznać bo to klasyka – jak szachy, warcaby czy tryktrak.

 

Can’t stop! – i już się nie zatrzymasz

16 Mar

Can’t stop!

Tym artykułem rozpoczynam nowy cykl, a właściwie kategorię – planszówki on-line. Tak się bowiem składa, że od jakiegoś czasu bawię się nowymi grami, których – albo nie ma już w sprzedaży, albo zwyczajnie budżet domowy odmawia nabycia. Dzisiaj będzie o Can’t stop!

Can’t stop w Polsce dostępny … był. Ale raczej już go nie dostaniecie inaczej jak z rynku wtórnego. Dlatego zapraszam na BoardGameArena.com, gdzie można w niego sobie pograć. I to za darmo.

Zasady w pigułce

Plansza składa się z 11 torów ponumerowanych od 2 do 12 – tory skrajne z numerami 2 i 12 są najkrótsze, zaś tor środkowy o numerze 7 najdłuższy. Bierze się to stąd, że najtrudniej na dwóch kostkach wyrzucić 2 lub 12, najłatwiej zaś 7.

Każdy gracz na początku swojej tury otrzymuje trzy tymczasowe znaczniki. W swojej turze rzuca on 4 kostkami – z tego co wypadło tworzy dwie pary i ustawia swoje znaczniki na torach wskazywanych przez liczbę oczek każdej z par lub – jeśli ma już swój znacznik w tej turze na torze wskazywanym przez parę kostek – porusza go do góry. Po wykonaniu wszystkich możliwych ruchów (jedna lub dwie akcje) rzuca kostkami ponownie i ponownie próbuje utworzyć pary, umożliwiające ruch znaników po planszy. cant_stop_bgaW każdej chwili gracz może przestać rzucać kośćmi i wtedy zamienia tymczasowe znaczniki na znaczniki swojego koloru. Jeśli bowiem zdarzy się tak, że po rzucie kostkami gracz nie będzie mógł wykonać żadnego legalnego ruchu – traci wszystkie „zdobycze” danej tury (tj. zdejmuje z planszy tymczasowe znaczniki nie zamieniając ich na własne) pozostając na pozycji z począku tury. Celem gry jest dotarcie na szczyt w trzech kolumnach, przy czym tor, na którym ktoś już dotarł na szczyt wypada z gry – nie można już na nim poruszać ani stawiać pionów.

Chwila refleksji

W grze występuje prawie zerowa interakcja (prawie – z uwagi na wypadający z gry tor, po którym ktoś już dotarł na szczyt). Ale – choć jestem wielbicielem interakcji w grach – tutaj praktycznie mi to nie przeszkadza. Sądzę, że nadrabia to dreszcz emocji związany z ryzykiem. Czy uda się wyrzucić kolejną legalną kombinację?

Muszę przyznać, że to jedna z niewielu gier kościanych, która mnie wciągnęła. Nie lubię w grach kościanych losowości, jednak ta gra, to gra na liczenie prawdopodobieństwa. Jest to gra, w której sami określamy poziom ryzyka. Moja strategia zazwyczaj jest taka: jeśli układ robi się korzystny, dość szybko wycofuję się (rezygnuję z rzutu), żeby nie stracić tego, co zyskałam. Jeśli chcialam uzyskać co innego, a kości zmusiły mnie do postawienia pionów w inne miejsce – ryzykuję na maksa, tj. do momentu aż uznam, że układ zaczyna robić się opłacalny. Może nie jest to strategia zbyt odkrywcza, ale łatwo ją modyfikować – w zależności od własnego humoru i od strategii współgraczy. Podoba mi się w tej grze to, że losowość pojedyńczego rzutu jest rozciągnięta w czasie (poprzez wiele rzutów wykonywanych pod rząd, na które mamy wpływ, kiedy przerwać), przez co staje się w pewnym sensie funkcją matematyczną, a nie kuszeniem losu.