RSS
 

Wpisy z tagiem ‘worker placement’

Letnisko, czyli jak zostać nadświdrzańskim potentatem

05 Maj

logo_letniskoO zasadach pisać nie będę, bo pisałam o nich miesiąc temu, a co ważniejsze wydawca udostępnił instrukcję (napisaną zwięźle i przystępnie) i jest to najlepszy sposób na zapoznanie się z grą. Dziś spróbuję napisać o swoich doświadczeniach z gry i metodach na zwycięstwo.

Aż mnie kusi żeby powiedzieć:
Kowalski Analiza!

Ogólnie wiadomo, że pieniążki płyną od letników, ale żeby zaprosić letników trzeba w coś zainwestować, żeby zaś zainwestować, trzeba mieć pieniążki a te mogą nam zostawić letnicy, ci zaś do nas przyjadą kiedy będziemy inwestować itd. mamy klasyczne produkcyjne kółeczko zamknięte – inwestuj żeby zarabiać, zarabiaj żeby inwestować. Startujemy z małym zielonym drewniakiem i 200zł – jak to zrobić, żeby zarobić na tym tysiące?

Po pierwsze – co trzeba robić, żeby wygrać?

  • Nastaw się na inwestowanie w nieruchomości – inwestuj raczej w jakość niż ilość – niekoniecznie najlepszym pomysłem jest postawienie od razu niebieskiej willi i nic poza tym, ale lepiej jest mieć mniej domków w kombinacji niebieskie pensjonaty + czerwone wille niż więcej zielonych drewniaków
  • Na początku gry nie wahaj się odbierać przesyłek konduktorskich – jest to szybkie 100zł
  • Odbieraj letników – musisz mieć przecież co inwestować – ale niech Ci środki nie przesłaniają celu, na początku gry bowiem Twoim celem jest zbudowanie i rozbudowanie pensjonatów/willi, aby potem móc na nich zarabiać.
  • Jeśli ma się na słoneczną pogodę, a Ty będziesz w następnej kolejce pierwszy – być może jest to dobry czas na kupno samochodu.
  • Zawsze patrz na prognozę pogody – pamiętaj o zatankowaniu samochodu przed pogodą słoneczną.
  • Jeśli masz taką możliwość, zwłaszcza gdy jesteś ostatni (masz dodatkowy żeton portiera)  – bierz za darmo (za dwa żetony) willę – ona jest warta na koniec gry aż 5 pkt. a nadto przyniesie Ci zyski w trakcie gry.
  • Patrz na to co mają przeciwnicy – jeśli mają zielone drewniaki – dobrze mieć w swoim letnisku co najmniej jeden czerwony pensjonat – mogą Ci się jeszcze trafić studenci. W przeciwnym przypadku dąż do posiadania niebieskich willi.

Po drugie – czego nie robić, żeby dało się zarobić?

  • letnisko2Nie odbieraj z pociągu jednego zielonego studenta – tyle samo zarobisz odbierając przesyłkę konduktorską a na dodatek będą to pieniądze dostępne natychmiast.
  • Lepiej nie zużywaj samochodu, jeśli miałbyś w ten sposób odebrać letników wartych mniej niż 600zł (poza szczególnymi przypadkami, np. ostatnia tura) – jednym żetonem zdołasz odebrać letników wartych co najmniej połowę tego, a pozostali letnicy co najwyżej zwrócą Ci wartość samochodu (czyli 300zł). Pamiętaj, że w następnej turze nie będziesz mógł samochodu wykorzystać a nadto będziesz musiał zapłacić 100zł i zużyć jeden żeton, aby go zatankować. Zastanów się, czy nie lepiej zostawić go sobie na później.
  • Nie odbieraj w nieskończoność przesyłek konduktorskich – tak się nie da wygrać. Podczas całej gry – w zależności od ilości graczy – możesz zdobyć w ten sposób około  3000 zł (30 pkt) – podczas gdy przeciętny wynik to 50 pkt, a jak pograsz trochę dłużej to normą będzie 60-70 pkt. Inwestowanie rządzi!
  • Raczej nie przepłacaj 3x na nieruchomościach, ale jeśli los bardzo daje Ci w kość nie wahaj się zapłacić 2x – musisz inwestować w jakość. Skupianie się w takiej sytuacji na umieszczaniu studentów w zielonych drewniakach nie przynosi dobrych wyników. Lepiej przepłacić niż się nie rozwijać.
  • Pamiętaj, że letnicy przynoszą zarobek z opóźnieniem. Nie dopuść do tego, żeby mieć puste domki i pusto w kieszeni.

 

Po trzecie – na czym polega fenomen?

letnisko

Nie wiem. Nie odkryłam jeszcze drugiego dna. Może w ogóle go nie ma? Na razie odkryłam tylko jedną drogę do zwycięstwa – inwestowanie, inwestowanie w jakość, w odpowiednim momencie zainwestowanie w samochód i pilnowanie pogody. Letnicy to tylko środek do kolejnego inwestowania. Ten kto będzie miał wille i pensjonaty a nadto samochód, aby odebrać letników kiedy będzie słonecznie i upalnie (a będą takie dni co najwyżej tylko dwa razy) jest dobrze ustawiony. Jeśli na dodatek będzie wtedy pierwszy w kolejce – robi duży skok do przodu. I tu jest pies pogrzebany – trzecia i czwarta osoba (nie mówiąc już o piątej) – ma w plecy przy pięknej pogodzie – nawet jak wszystko zaplanowała, ma wille i samochód – może sobie co najwyżej pojechać samochodem na piknik :( – a ponieważ nie ma gwarancji, że w ogóle będzie drugie podejście do pięknej pogody (a czasem to już jest drugie, bo pierwsze było gdzieś na początku)  – to misternie utkaną strategię szlag trafia w jednym momencie. Z kretesem nie przegra, ale o zwycięstwo będzie dużo trudniej.

Interakcja – z jednej strony jest jej niewiele, gra powinna więc zadowolić osoby, które nie kochają się w podkładaniu świń. Z drugiej strony jednak – ponieważ generalnie wszyscy dążą do zwycięstwa w mniej więcej ten sam sposób – jest spora, gdyż gracze wzajemnie sobie przeszkadzają podbierając najlepsze inwestycje i letników. Im więcej będzie graczy, tym większa konkurencja (interakcja).

Można by pomyśleć czytając ten tekst, że gra nie jest dobra. Otóż – nic bardziej błędnego. Znalazłam co prawda osobę, której się nie podobała, jednak większość była zdania, że gra jest świetna i warto ją posiadać w swoich zbiorach. Nie jest to tytuł mózgożerny, ale w kategorii gier familijnych – sprawdza się rewelacyjnie. Bardzo miło jest w nią zagrać. A te grafiki na kartach! – po prostu miodzio….

Podsumowanie

Plusy:
+ spójne i proste zasady, z powodzeniem nadaje się dla rodzin i dla niedzielnych graczy
+ klimatyczne ilustracje – domki nie tylko różnią się pomiędzy klasami (drewniaki, pensjonaty i wille) ale również w swojej klasie (mamy kilka różnych drewniaków, pensjonatów i wilii przedstawionych na kartach)
+ dobrze napisana instrukcja
+ zgrabne pudełko – nie ma miejsca na zbędne powietrze
+ wysoka regrywalność (wbrew temu co by się mogło wydawać po przeczytaniu tego tekstu – każda rozgrywka wygląda inaczej)
+ jeśli chodzi o 3 do 5 osób – nieźle się skaluje (w dwie osoby nie grałam)
+ gra jest szybka i nie stwarza okazji do przestojów

Minusy:
– losowość może zdenerwować – jest niewielka ilość kart pięknej pogody a mają one spory wpływ na losy rozgrywki
– raczej nie ma wielu dróg do zwycięstwa, co jednak nie przeszkadza dobrze się bawić
– w pudełku brak wypraski co owocuje koszmarnym bałaganem w kartach – ale jak się zainwestuje w kilka torebek strunowych to jest już OK.
– obawiam się, że żetony właścicieli przy częstej grze dość szybko się zniszczą – niektórzy tak mają niestety, że przy intensywnym myśleniu (gdzie by tu położyć żeton?) obracają go i miętoszą w paluchach (nie wspominając już o tym, co potrafią robić dzieci – czyżby dlatego meeple były zwykle drewniane?) – moje zielone żetony po kilku dniach intensywnej rozgrywki zaczynają się przecierać :(

Ogólnie mówiąc gra mi się podoba, a moja ocena to 9/10

I jeszcze jedno. Jeśli ktoś ma inne doświadczenia, to zapraszam do dyskusji, chętnie poznam alternatywną metodę na zwycięstwo :)

 

Kości zostały rzucone

28 Kwi

26935 sob 912876.indd… nareszcie!
Już myślałam, że nigdy jej nie zdobędę ;)

Alea iacta est jest grą, o której nie czyta się wiele na łamach naszych gazet (przepraszam, właściwie to jednego jedynego czasopisma, które i tak już niedługo zniknie rozpływając sie w wirtualnym świecie) ani na ekranach naszych monitorów przeglądając najświeższe wiadomości na stronach i blogach poświęconych planszówkom (właściwie to znalazłam tylko jedną recenzję na GamesFanatic – to chyba niewiele, prawda?). Dlaczego? Odkurzamy tytuły sprzed lat, więc chyba nie dlatego, że stara (choć raptem ma 4 latka). Nie dlatego też, że na BGG ma ocenę w okolicy 6.5 – wszak wiele okrzyczanych tytułów ma tyle, a są wśród nich i takie, które spadają poniżej 6. Dlaczego więc?  Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć, choć jeszcze wczoraj było to dla mnie tajemnicą.

Alea iacta est wydaje sie grą kościaną, ale w pudełku obok kości (40 kostek w 5 kolorach! lodzio-miodzio panowie, jak mawiał Skipper) znajdziemy też pięć plansz (a właściwie to kart) przedstawiających kluczowe miejsca Starożytnego Rzymu oraz całą masę żetonów począwszy od prowincji i patrycjuszy, poprzez karty senatu, żetony fortuny, a skończywszy na żetonach powtórnego rzutu. Nie chodzi więc stricte o to, by wyrzucić określoną kombinację, ale żeby tym co wyrzucimy obstawić wybrane miejsca w Rzymie (świątynię, koszary, senat czy Forum Romanum) aby zdobyć odpowiednie karty/żetony, które w końcowym rachunku dadzą nam mniej lub więcej punktów zwycięstwa. Mamy więc zgrabne połączenie dwóch mechanik – dice rolling i worker placement, przy czym to zdecydowanie kostki będą wykonywać dla nas pewną pracę, a nie pracownicy się turlać ;)

Rzut (oka) na zasady

alea_iacta_estTura gracza – a wykonują oni swoje tury po kolei, dopóki ktoś nie położy ostaniej kostki – wtedy należy doprowadzić rundę do końca i podzielić zdobyte zasoby – zaczyna się od rzutu wszystkimi dostępnymi w naszym kolorze kostkami (na początku będzie to 8, potem tyloma, ile nam zostanie po kolejnym obstawianiu miejsc w Rzymie). Po rzucie decydujemy, jaką/jakie kostki położyć i gdzie – ale uwaga, w jednej turze możemy obstawić tylko jedną lokalizację – na inne przyjdzie pora w kolejnym okrążeniu.

W każdej z pięciu lokalizacji Rzymu można zdobyć inne karty/żetony. Aby zdobyć żeton fortuny (ślepy los wskaże nam czy to będzie żeton za 1,2 czy 3 pkt) trzeba położyć dowolną kostkę na karcie świątyni. Kolejna osoba – jeśli chce również obstawić fortunę – musi już położyć dwie kostki (tak, by suma oczek była wyższa  niż na tej jednej). Osoba, która będzie miała najwięcej kostek (czyli ostatnia) – wygrywa i zatrzymuje dwa spośród wszystkich pobranych żetonów (jeden żeton fortuny za jedną kostkę), pozostałe już tylko po jednym. Im więc więcej położymy kostek na świątyni, z większej ilości będziemy wybierać.

Karty senatu zdobywamy kładąc w Senacie dowolnego strita, przy czym tylko jedna lub dwie (w zależności od wariantu) spośród walczących odejdą z kartą senatu – a zwycięży osoba, która położyła najdłuższego (a przy remisie w długości – najstarszego) strita.

Karty prowincji zdobywamy kładąc komplety (kości o tej samej ilości oczek) w koszarach – a zwycięża największy (w przypadku remisu najstarszy) komplet. Nikt, kto obstawiał, nie wyjdzie z pustymi rękami ponieważ prowincji do podziału jest tyle ile graczy, a każdy gracz może zabrać w danej turze tylko jedną prowincję, a jaką – zależy już od tego, czy jako zwycięzca będzie pierwszy dokonywał wyboru, czy też dostanie mu się taka, której nikt przed nim nie chciał.

Żetony patrycjuszy otrzymamy posyłając naszych pracowników (przepraszam, kości) na Forum – po jednej dowolnej, lub po dwie dające w sumie 5 oczek (1-4 lub 2-3). Zasadą Forum jest, że ustawiamy kostki na kolumnach od najmłodszej do najstarszej (pod względem ilości oczek – najmłodsze najbardziej na lewo – fotografia pochodzi z czasów gdy graliśmy jeszcze w/g błędnych zasad) – kiedy dokładamy naszą kość wszystkie pozostałe, które są od niej większe lub równe musimy przesunąć w prawo, aby zrobić dla nasze kostki miejsce. Zwycięzcą zostaje ten gracz, którego kostka jest na pierwszej kolumnie, czyli najbardziej z lewej strony i ten będzie wybierał patrycjusza jako pierwszy. Potem gracz z drugiej, trzeciej kolumny itd. Patycjuszy starczy dla wszystkich kostek (niekoniecznie graczy!), gdyż jest ich tyle, ile kolumn. Niestety – kostki, które się nie zmieściły na Forum (bo musiały się przesunąć w prawo robiąc miejsce dla kolejnych) spadają do …. latryny.

A w latrynie – za każdą kostkę możemy otrzymać żeton powtórki, którego odrzucenie w następnych turach upoważnia nas do przerzucenia dowolnej liczby kości.

O co więc chodzi w tym zdobywaniu żetonów? Ano, panocku, o punkty. Żetony fortuny są punktowane od 1 do 3, żetony prowincji od 1 do 4, żetony patrycjuszy od 1 do 3 a karty senatu dają różne profity, od pojedyńczych punktów za siebie samą do dodatkowych punktów za różne uklady innych żetonów, np. za prowincje, za mężczyzn, za kobiety etc. I nie byłoby to takie skoplikowane, gdyby nie fakt, że patrycjusz bez prowincji nic nie jest wart, a więc pierwszym i nadrzędnym zmartwieniem każdego gracza to zdobyć prowincje i patrycjuszy w odpowiadających im kolorach (do każdej prowincji możemy przypisać maksymalnie dwóch patrycjuszy – mężczyznę i kobietę). Wygrywa gracz, który zdobędzie najwięcej punktów.

Chwila refleksji

Plusy:

+ tematyka
+ solidne wykonanie, piękne grafiki, świetne kostki (poręczne, wygodne, dobrze turlające się)
+ ciekawe połączenie dice rolling i worker placement – z ciążeniem (uwaga!) w kieruku worker placement!
+ proste zasady – spokojnie można zaproponować niedzielnym graczom – i wytłumaczyć w 10 min.
+ dobra skalowalność, choć w 2-3 osoby jest o tyle słabiej, że gra się bez świątyni i płytek fortuny.
+ dobrze napisana instrukcja
+ cena (choć z tym to ostrożnie, bo gra jest trudno dostępna – za cenę 50zł dostać może i było można – ale kiedyś i wydanie niemieckie.  A za blisko 90zł – o ile mi wiadomo na dzień dzisiejszy tylko w jednym sklepie – to już nie jest aż taka okazja, chociaż nadal warto).

Minusy:

jak dla mnie trochę za krótko trwa (choć dla niektórych to może być zaleta) – 5 lub 6 rund i jak już człowiek się rozkręci, zacznie planować co tu by jeszcze zdobyć (np. jakieś prowincje dla moich bezrobotnych patrycjuszy), to się okazuje, że trzeba już kończyć grę. Uważam, że grając w mniej niż maksymalną liczbę osób można zamiast standardowych 6 rund grać do oporu – dopóki nie skończą się karty / żetony w jednej z lokalizacji.

Alea iacta est podoba mi się nieprzeciętnie. Daję jej 9/10. Nie będę twierdzić, że gra jest zdecydowanie klimatyczna (podejrzewam, że spokojnie można byłoby w ten sposób budować katedrę, albo podbijać kosmos) jednak doskonałe grafiki oraz fakt, że patrycjuszy trzeba łączyć z prowincjami, fortuna jest ślepa, zaś w senacie wygrywa tylko jeden/dwóch – z powodzeniem pozwala wczuć się w klimat. I nic na to nie poradzę, że starożytny Rzym to mój konik – jest moim drugim (po Star Treku) ulubionym tematem i wszystko co się z nim kojarzy dostaje gratisowego plusa na dzień-dobry.  Sięgnęłam po instrukcję tylko dlatego, że zaintrygował mnie tytuł, pudełko i podejrzenie, że Rzym może być tu głównym bohaterem. A jak już ją przeczytalam  – dowiedziałam się, że to wcale nie jest gra w kości i za to otrzymuje ode mnie drugiego plusa (bo kości to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej). I myślę, że to właśnie może być jeden z powodów, dla którego gra nie zdobyla rozgłosu – ci, którzy grają namiętnie w kości nie odnajdują się w Alea iacta est („nienajgorsza ta gra, ale ja wolę prawdziwe kości…”), z kolei ci, co nie lubią kości – nigdy po nią nie sięgną i nawet nie dadzą jej szansy. No chyba, że kochają starożytny Rzym, jak ja ;)

 

Obiecanki cacanki, a Letniska wciąż nie ma ….

03 Kwi

logo_letniskoNie, nie zamierzam nikogo krytykować, a już zwłaszcza Wydawnictwa. Lepiej żeby gra była wydana później, niż miałaby być niedopracowana. Problem w tym, że smaku narobiliśmy sobie już w październiku, na II edycji „Praga Gra”, kiedy można było się zapoznać z prototypem a przemiły pan potrafił tak zgrabnie wytłumaczyć zasady, że gra – nawet z 9-latkami – była czystą przyjemnością a nie żmudnym przebijaniem się przez instrukcję…

Istota gry

Letnisko to gra produkcyjna, w której rozwijamy nasze pensjonaty i staramy się przyjmować jak najwięcej gości. A zjeżdżają oni tłumnie, albo mniej tłumnie – wszystko zależy od warunków pogodowych w danej turze (losowo odsłaniana karta pogody). Żeby amatorów letniego wypoczynku  móc gdzieś zakwaterować musimy wpierw wybudować odpowiednie locum, a więc należy przede wszystkim zainwestować w nieruchomości zaczynając od zielonego, najtańszego drewniaka – w sam raz dla studenta – a zarobione na pierwszych letnikach pieniądze możemy wydać na postawienie kolejnych działek i domków lub rozbudowę tych, które już posiadamy (poprzez czerwoną willę aż do niebieskiego pensjonatu).

Czytaj dalszą część tego wpisu »

 

Kultowa Kolejka z Ogonkiem

10 Lut

logo_kolejkaKolejka IPN to gra okrywająca się powoli legendą. Premiera miała miejsce w lutym 2011 roku, kosztowała 40-50 zł i podobno rozeszła się w tydzień. Wydanie drugie, w lipcu, spotkał ten sam los. Pod koniec listopada miał miejsce kolejny dodruk i kolejny raz Kolejka zniknęła ze sklepów w zawrotnym tempie. Wtedy i nam udało się ją nabyć metodą kupna, dokładnie 1 grudnia za około 50zł, 2 grudnia na Allegro zostały już tylko aukcje za 80 zł, po kilkunastu dniach znowu nie bylo po niej śladu. Pomiędzy wydaniami cena gry osiągała zawrotne sumy. W zeszłym roku gra doczekała się dodatku pt. „Ogonek”, który również dość szybko zaczął znikać z półek.

kolejka_cenaDziś też nie jest kolorowo – po czwartym, tym razem międzynarodowym wydaniu w wielu sklepach nie ma już śladu, a ceny na Allegro zaczynają się od 100zł kończąc nawet na 200. Dodruk spodziewany jest w maju 2013 roku…. Prawie jak w PRL-u ;)

Lata 80-te

Kolejka opowiada o realiach życia codziennego w latach schyłkowego PRL. Może w nią grać od 2 do 5 (a z Ogonkiem 6) graczy a ich zadanie polega na wysłaniu swojej złożonej z pięciu pionków rodziny do sklepów w celu zdobycia wszystkich towarów z wylosowanej listy zakupów. Problem polega jednak na tym, że półki w pięciu osiedlowych sklepach są puste…

Zasady gry w pigułce

Jest to połączenie karcianki i worker placement. Każdy z graczy dostaje talię kart (karty przepychanek kolejkowych), którą tasuje a następnie ciągnie z niej 3 karty  na rękę.

Podczas każdej tury (czyli każdego dnia) przechodzimy przez następujące fazy:
1. Ustawianie pionków w kolejkach do sklepu, w tym również do bazaru oraz do sklepu monopolowego z Ogonka. W poniedziałek pierwszego tygodnia (czyli 1. turze) na koniec tej fazy do każdego sklepu dostawiamy na koniec kolejki czarny pionek spekulanta – towar, który uda mu się zdobyć znajdzie się na bazarze a on sam wróci na koniec własnej kolejki.
2a. Podczas rozgrywania Ogonka zagrywamy kartę Trybuny Ludu (rozpatrujemy wydarzenie) – karty te są unikalne i nieco zmieniają zasady na czas trwania danej tury
2b. Dostawa towarów do sklepów – będą to maksymalnie trzy sklepy (odkrywamy 3 karty dostawy i postępujemy zgodnie z tym co przedstawiają)
3. Przepychanki kolejkowe – tu gracze po kolei zagrywają swoje karty z ręki. Nie ma obowiązku zagrywać wszystkich 3 – co więcej, w talii jest 10 kart, więc jeśli zawsze będziemy zagrywać po 3 karty, pod koniec tygodnia nie zostanie nam już nic do zagrania i będziemy zdani na łaskę i niełaskę przeciwników.
4. Otwarcie sklepów – ci, którzy stoją najbliżej – wracają do domu z towarem, pozostali muszą obejść się smakiem i zostają w kolejce do następnej tury.
5a. Wymiana na bazarze – nieobowiązkowa. Towary na czarnym rynku oczywiście wymieniamy drożej, czyli w stosunku 1:2 – wyjątek to towar, na którym stoi przekupka (1:1) – a każdego dnia tygodnia stoi ona na innym towarze.
5b. Grając z Ogonkiem teraz otrzymujemy towar (o ile jest dostępny i o ile stoimy tu w kolejce) ze sklepu monopolowego
6. Faza TePeZet, czyli sprzątanie – odłożenie zużytych kart dostawy, zakończenie remanentów (jeden z efektów kart przepychanek kolejkowych), przesunięcie znacznika przekupki na kolejne pole, przekazanie znacznika pierwszego gracza kolejnej osobie, dociągnięcie do 3 kart z talii.

Gra toczy się maksymalnie 2 tygodnie (2x od poniedziałku do piątku), a upływające dni odmierza nam przesuwająca się przekupka na bazarze. Po pierwszym tygodniu musimy wykonać więcej sprzątania, ponieważ do gry wracają zużyte karty talii oraz karty dostaw (ale nie karty towarów!!!) Z reguły jednak gra kończy się szybciej, czasem nawet pod koniec pierwszego tygodnia.

Wrażenia

Wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Gdyby tak nie było, Kolejka IPN nie znikałaby z półek jak towar deficytowy za socjalizmu. Świetnie oddaje realia życia – kto pamięta, ten wie jak to było. „Za czym ta kolejka?”, „Podobno mają rzucić szampon” (i nie ważne, czy to był szampon pokrzywowy, czy jajeczny, ważne że był, kto by się przejmował takimi drobiazgami – cieszyliśmy się jak rzeczywiście rzucili). Tak jest i tutaj – stajemy w kolejce, ale nie wiemy, czy dzisiaj będzie dostawa.

Jak już wiemy, gdzie była dostawa używamy kart przepychanek, a te naprawdę są „mocne” – matka z dzieckiem na ręku przesuwa twój pionek na początek kolejki, lista kolejkowa odwraca kolejność pionków w kolejce, pan tu nie stał pozwala na przepchanie się o jedno miejsce do przodu – to tylko kilka z nich. Powodują one różne zabawne sytuacje, ale czasem też dużo frustracji, bo w jednej chwili możemy stracić bardzo dobrą pozycję, a przecież towaru jest tak niewiele…

Nie jest też łatwo wymienić towar na bazarze – jest go niewiele (ponieważ nikt nie interesuje się spekulantami, ci zwykle przepychani są do tyłu kolejki przez co niezwykle rzadko udaje im się zdobyć towar), więc bywa i tak, że chcemy, ale nie mamy na co, bo przeciwnik właśnie nam zabrał ostatni mebel z bazaru i stragany świecą pustką.

Gra jest dobrze odbierana zarówno przez ludzi młodych (a nawet dzieci), jak też i starszych. Ma klimat i dlatego podoba się naszym babciom i dziadkom, ma też proste zasady, dlatego chętnie grają w nią dzieci.

Plusy:
+ silnie klimatyczna gra zarówno ze względu na zasady jak i ilustracje kart i planszy. Doskonała dla pokolenia 40+
+ solidne wykonanie
+ proste zasady, do wytłumaczenia w 5 minut nawet niedzielnym graczom.
+ wartości edukacyjne, do gry dołączona jest broszura i film DVD
+ dobra skalowalność, choć najciekawiej się gra w 5/6 osób
+ Ogonek wprowadza możliwość gry na różnych poziomach trudności
+ bardzo wysoka regrywalność
+ przystępna cena (ale tylko w kilka dni po wznowieniu ;))

Minusy:
– towar trudno dostępny – łapać kiedy jest w sprzedaży
– cena Ogonka trochę zawyżona w stosunku do podstawki

Dla nas jest to gra, do której wracamy i którą dzielimy się z rodziną i znajomymi. 10/10