RSS
 

Posts Tagged ‘Tolkien’

Z kawką nad planszówką, cz.2

22 Lut

logo_hobbit-gra-karciana_0Dzisiaj będzie o pewnej takiej fajnej grze karcianej. O Hobbicie znaczy. Tyle, że z Hobbitem, to ona ma niewiele wspólnego :)

Zasady gry

Jest to gra dla 2-5 graczy – częściowo kooperacyjna. Częściowo, ponieważ walkę toczymy pomiędzy Siłami Dobra a Siłami Zła, jednak nie samotnie – gracze dzielą się na dwie drużyny i słodycz zwycięstwa bądź gorycz porażki przeżywamy wspólnie. Każdy z graczy (poza wariantem 2-osobowym) wciela się w jedną z pięciu dostępnych postaci i ta postać determinuje jego przynależność do drużyny. Sama gra bardzo przypomina zwykłą grę w karty. Nie wdając się tu w szczegóły rozdawania – każdy otrzymuje 7 do 9 kart (w zależności od wariantu) i gramy – mamy kolory, mamy wartości kart, mamy atu – istnieje obowiązek dokładania do koloru, ale nie ma obowiązku przebijania. Kto gra w karty, ten ma …. pewne pojęcie, a kto nie gra niech doczyta w instrukcji – jest bardzo dobrze napisana.

Różnica polega na tym, że walczymy nie o to, by zdobyć jak najwięcej lew (choć oczywiście kto zdobywa lewę ten decyduje co z nią zrobić i w rezultacie jego drużyna ma większe szanse na zwycięstwo) lecz o to, by zadać sobie nawzajem jak najwięcej obrażeń. A robi się to tak: po zdobyciu lewy, gracz – zgodnie z regułami odpowiadającymi jego postaci – rozdziela zdobyczne karty poszczególnym postaciom (karty te nie są brane na rękę, lecz wsuwane pod kartę postaci). Otóż większość kart, oprócz koloru i wartości, posiada też symbole – białą gwiazdę, czarny hełm Orków oraz fajkę Gandalfa. Biała gwiazda zadaje ciosy Siłom Zła a leczy obrażenia Sił Dobra. Hełm Orków przeciwnie – leczy obrażenia Sił Zła zaś zadaje rany Siłom Dobra. Fajka Gandalfa ma wpływ na drugą turę – gracze przy rozdaniu otrzymają więcej kart do wyboru. Karty, które nie mają wpływu na postać (puste karty lub karta, która leczy, ale gracz nie ma obrażeń, które mogłaby uleczyć) sa odrzucane.

hobbit_kartypostaci

Gra toczy się jedną lub dwie tury (rozdania). Po pierwszej turze postacie, które mają po dwa lub więcej obrażeń odpadają z gry (z wyjątkiem wariantu dwuosobowego, w którym postać Sił Dobra musi mieć conajmniej trzy obrażenia, żeby odpaść).

Sily Dobra zwyciężają, jeśli po drugiej turze przynajmniej jedna lub dwie (w zależności od wariantu) postaci przeżyje – w przeciwnym przypadku wygrywają Sily Zła. Oczywiście jeśli już po pierwszej turze zostaną wyeliminowani wszyscy gracze danej drużyny wynik jest oczywisty.

hobbit_karty_0

Wrażenia

Jak dotąd udało nam się rozegrać tylko kilka partii 2-osobowych. W intrukcji jest przewidziany specjalny wariant dla tej ilości graczy, dlatego sądzę, że  wrażenia z rozgrywki wieloosobowej mogą się nieco różnić. W grze dwuosobowej jeden z graczy wciela się w Smauga, drugi otrzymuje dwie postaci – Thorina i Bilbo (ale tylko jeden zestaw kart).

Z poczatku gra wydawała nam się potwornie losowa – 60 kart, a z nich losujemy i rozdajemy pomiędzy siebie tylko 18 (po 9 na głowę). Nie ma dobierania, nie ma też wszyskich kart w grze – jak tu cokolwiek planować? Odrzuciliśmy więc jeden z kolorów – czerwony, żeby nie mylił się z fioletowym, który jest atu. Nie wiem czy sprawiła to mniejsza ilość kart, czy też obcowanie z grą – ale  mimo tej olbrzymiej losowości  gra zaczęła nas wciągać i odkryliśmy, że jednak da się co-nie-co planować.

Wiadomo od nie dziś, że przecież nie weźmiemy wszystkich lew. Ale… zagrywając karty należy pamiętać, że bardziej opłaca się dokopać przeciwnikowi pod koniec tury, bo może już nie dostać okazji na wyleczenie ran (karta, która leczy ranę nie może być przechowywana „na zapas”). Czasem też warto poświęcić swojego człowieka, żeby zranić przeciwnika lub wręcz przeciwnie, leczyć się za wszelką cenę, bo np. w wariancie dwuosobowym dobro zwycięża, jeśli przynajmniej jedna postać (Thorin lub Bilbo) przeżyje, niezależnie od Smauga – z kolei zło zwycięży nawet wtedy, kiedy zarówno Smaug jak i Thorin&Bilbo zginą.

W moim odczuciu gra jest dość dobrze zbalansowana. I to w dość ciekawy sposób – gra jest asymetryczna, każda postać ma inne właściwości i to rzutuje na sposób gry. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest mocno niesprawiedliwa, bo np. żeby wygrać Bilbo&Thorinem wystarczy, żeby przeżył tylko jeden z nich, w dodatku żeby odpaść z gry postać musi mnieć co najmniej 3 obrażenia w przeciwieństwie do Smauga, któremu samotnemu biedakowi wystarczą tylko dwa i już jest trupem. Ale za to Smaug korzysta z przywileju odrzucania kart przy rozdzielaniu (a doświadczenie pokazało, że praktycznie zawsze może tak obrócić kota ogonem, że wyjdzie na swoje) podczas gdy drużyna Bilbo&Thorin biedzi się jak rozdzielić wszystkie karty i niejednokrotnie musi pomóc Smaugowi bo inaczej się nie da.

Plusy:
+ dobrej jakości karty, ładne grafiki
+ ciekawe połączenie zwykłej gry w karty z mechaniką zagrywania kart w celu zadawania obrażeń.
+ bardzo proste zasady (zwłaszcza dla osób grających w karty)
+ dobrze i zwięźle napisana intrukcja
+ szybka: 30 minut podane na opakowaniu to jak gramy dwie tury i się jeszcze mocno zastanawiamy.
+ malutkie pudełko – gra jest szalenie mobilna.
+ jeśli chodzi o wersję 2 osobową – dobrze zbalansowana i regrywalna.

Minusy:
– gra abstrakcyjna – równie dobrze mogłyby to być Wojny Klonów, albo podchody mrówek.
– bardzo losowa
– przy złym oświetleniu kolor czerwony może się mylić z kolorem fioletowym (a ten jest atu)

Podsumowując – gra mi się na tyle podoba, że chętnie zagram jeszcze raz. 8/10  i czekam na rewanż!  :)

 

Władca Pierścieni – bliskie spotkanie 1-go stopnia

24 Sty

wladca_pierscieniTym razem mam dobre nowiny dla samotników – da sie grać w 1 osobę…

Nic nie stoi na przeszkodzie wziać dwóch, trzech a nawet pięciu Hobbitów i przemierzać Śródziemie całą drużyną. W końcu to gra kooperacyjna, nie ma większego znaczenia, czy Ty będziesz decydował za wszystkich, czy też wszyscy za jednego. ;) Ale nie o to chodzi. W opisie stoi 2-5 graczy, ale równie dobzre możesz wziąć samotnego pana Bagginsa i ruszyć w stronę Mordoru. Da się. Wczoraj wygrałam w ten sposób z wynikiem 73 punktów.

Generalnie zasada jest taka – im mniej Hobbitów, tym łatwiej. Łatwiej o znaczniki życia (przy 4 lub 5 graczach zawsze będzie brakowało znaczników, a więc zawsze jakiś Hobbit będzie musział poruszyć się w kierunku Oka Saurona po przebyciu planszy konfliktu). Jeśli chodzi o karty, to co prawda im więcej graczy tym mniej kart na  głowę, ale w ostatecznym rozrachunku przypada tyle samo kart na wędrówkę – może być nawet łatwiej, bo Frodo może używać kart brązowych jako jockerów, Pippin nie musi zwracać uwagi na kolor kart, Sama kostka zagrożenia nie może zmusić do posunięcia się o więcej niż jedno pole więc można sobie rozłożyć aktywność na planszy w/g tego, co komu wygodniej.

Jedno jest pewne – w więcej osób gra się przyjemniej! W końcu to gra towarzyska….

 

Władca Pierścieni – gra planszowa

22 Sty

logo_wladca_pierscieni_bardO czym to?

Władca Pierścieni to epicka gra dla 2 -5 graczy. Wcielamy się w jednego z hobbitów i wraz z kompanami rozpoczynamy niezwykłą podróż przez kopalnie Morii, cytadelę w Helmowym Jarze, poskręcane scieżki leża Szeloby, aby w końcu wkroczyć na ziemie Mordoru i podjąć próbę zniszczenia Pierścienia.

Jak grać?

W pudełku oprócz plansz znajdziemy karty Hobbitów, karty Gandalfa, dwie talie – kart wyprawy oraz kart legendarnych – a także różnego rodzaju żetony, znaczniki i kostkę zagrożenia. Podczas wędrówki będziemy losować płytki opowieści oraz zagrywać karty aby poruszać sie po wyznaczonych torach na planszach konfliktów.

Plansza główna zawiera tor zagłady – na jednym krańcu ustawiamy znaczniki Hobbitów, na przeciwnym Oko Saurona.  W trakcie gry znaczniki będą się ku sobie zbliżać – Hobbit, który spotka na torze Oko Saurona zostaje wyeliminowany z gry.

Plansze konfliktów są cztery (dwie dwustronne plansze) a każda posiada tor wydarzeń oraz  3 lub 4 tory aktywności, które trzeba przebyć m.in. zdobywając sprzymierzeńców (karty legendarne), znaczniki życia oraz runy Gandalfa. Karty legendarne można zagrywać jak karty wyprawy, runy i znaczniki zaś potrzebne są w trakcje gry służąc temu by wezwać Gandalfa na pomoc, uniknąć zagrożenia, bezpiecznie ukończyć konflikt etc.

Gra nie ma jednorodnej mechaniki. Jest mocno osadzona w klimacie Władcy Pierścieni – czeka na nas siedem krain do przebycia (w tym cztery właściwe – konfliktowe):

  1. Wędrówkę rozpoczynamy w Bag End – jest to tzw. bezpieczna lokacja – wykonujemy jedynie instrukcje zawarte w opisie na planszy głównej m.in. otrzymujemy karty wyprawy.
  2. Kolejną, bezpieczną lokacją jest Rivendell – tu również wypełniamy instrukcje m.in. rozdzielając między siebie karty legendarne.
  3. Moria – pierwsza plansza konfiktu. Ta część opowieści będzie rozgrywana w turach. Rozpoczyna powiernik pierścienia – kolejno odsłania płytki opowieści (rozpatrując ich działanie np. kolejne wydarzenie na torze wydarzeń, odrzucenie kart/run/żetonów, przesunięcie Hobbita w kierunku Saurona etc.) dopóki nie odkryje płytki, która spowoduje przesunięcie się znacznika na dowolnym torze aktywności. W tym momencie odsłanianie płytek przez tego gracza się kończy i może on zagrać do dwóch kart, aby poruszyć znaczniki na torze/torach aktywności i posunąć w ten sposób wyprawę do przodu.  Po zagraniu kart ruch przechodzi na gracza siedzącego po lewej – teraz on ciągnie płytki opowieści a następnie zagrywa karty. I tak do momentu zakończenia konfliktu, czyli ukończenia głównego toru aktywności lub toru wydarzeń. Po zakończeniu konfliktu podliczamy nasze żetony życia – za każdy brakujący żeton (a są ich trzy rodzaje) musimy przesunąć naszego Hobbita w stronę Oka Saurona o 1 pole na torze zepsucia. Następnie oddajemy wszystkie żetony życia do puli – podczas następnego konfliktu będziemy je zdobywać na nowo.
  4. Lothorien – kolejna bezpieczna lokalizacja – otrzymujemy karty i wypełniamy instrukcje.
  5. Helmowy Jar  oraz …
  6. Legowisko Szeloby – oba te miejsca są miejscami konfliktu, a więc postępujemy podobnie jak przy konflikcie w Morii
  7. Mordor – to ostatnia i najtrudniejsza plansza konfliktu – ma 4 tory aktywnosci (na cztery możliwe – tor walki, wędrówki, ukrycia i przyjaźni). Kiedy dotrzemy do końca głównego toru (o ile wcześniej nie skończy się tor wydarzeń – przegrywamy wówczas, gdyż ostatnim wydarzeniem jest zdobycie pierścienia przez Saurona)  możemy podjąć próbę zniszczenia pierścienia – tj. rzucić po raz ostatni kostką zagrożenia. Jeśli choć jeden z graczy nie zostanie wyeliminowany – gratulacje! Pierścień udało się zniszczyć!

 

Jak można grę przegrać?

  • Powiernik pierścienia zostanie wyeliminowany (tzn. Oko Saurona i znacznik Hobbita, który aktualnie niesie pierścień  staną na tym samym polu). Na skutek niekorzystnych rzutów kostką, niektórych płytek opowieści lub innych zaistaniałych wydarzeń Oko Saurona posuwa się powoli w kierunku Hobbitów, zaś Hobbity w kierunku Saurona. Kiedy Hobbit wkroczy na pole Saurona (lub odwrotnie) – Hobbit zostaje wyeliminowany.  Należy zauważeyć, że jeśli nie jest on powiernikiem pierścienia, gra toczy się dalej (choć gracz ten nie ciągnie już płytek opowieści ani nie zagrywa kart).
  • Znacznik na torze wydarzeń Mordoru dojdzie do ostatniego wydarzenia jakim jest przejęcie Pierścienia przez Saurona.
  • Podczas próby zniszczenia pierścienia (wtedy już żaden z graczy nie jest powiernikiem) wszyscy gracze zostaną wyeliminowani.

Pełen sukces osiągamy wówczas, gdy uda nam się zniszczyć pierścień.

Gwoli ścisłości należy dodać, że w instrukcji nie używa się explicite pojęć przegrana / wygrana. Nawet jeśli przegrywamy – zdobywamy określoną liczbę punktów. Jeśli wygrywamy – tych punktów jest o wiele więcej.

wladca_pierscieni1Moja ocena:

To gra z klimatem – obowiązkowa pozycja dla fanów Tolkiena. Niejednorodna mechanika sprawia, że gra się nie nudzi. Dużą zaletą jest grywalność oraz świetna skalowalność jeśli chodzi o ilość graczy. Wiek 13+ jest w moim odczuciu zawyżony –  to gra kooperacyjna, a więc możesz pomagać swoim dzieciom zanim w pełni opanują zasady. Moje dziesięciolatki po kilku partiach czują się już dobrze z tą grą.

Jest też jednak kilka mankamentów. Zasady nie są łatwe do opanowania – nie można tak po prostu usiąść i zacząć grać – trzeba wpierw przeczytać instrukcję od deski do deski, a potem jeszcze raz, żeby sie ułożyło w głowie. I to też nie wystarczy – podczas początkowych partii będziecie zaglądać do instrukcji. Podam przykład – są takie sytuacje kiedy:
1) dowolny Hobbit musi przesunąć swój znacznik w kierunku Oka Saurona
2) powiernik pierścienia musi przesunąć swój znacznik
3) aktywny gracz musi przesunąć swój znacznik.
Przyznam, że myli mi się do tej pory i często muszę sprawdzać, o którego Hobbita chodzi w danym momencie.
Wydaje się też, że symbole na płytkach opowieści i kostce są dość intuicyjne, jednak mnie się nie jeden raz zdarzyło zapomnieć i szukać znaczenia w instrukcji – a wystarczyłoby wydrukować planszę ze ściągawką jak to jest często praktykowane w innych grach.

Zalety:

+ Szalenie klimatyczna
+ Świetne ilustracje, czytelne plansze.
+ Grywalna (przynajmniej ja mam ochotę na kolejny raz)
+ Ciekawa mechnika
+ Dobrze się skaluje (równie dobrze gra się w 2 osoby co w 5)
+ Instrukcja posiada streszczenie historii, więc znajomość literatury nie jest konieczna.

Wady:

– Trudno odróżnić karty szare od brązowych
– Nie jest prosta (pełne zrozumienie zasad zajęło mi podwójne przeczytanie dość długiej instrukcji + dwie rozgrywki), podczas początkowych rozgrywek często zaglądamy do instrukcji
– Brakuje ściągawki z niektórych zasad i symboli

Pierwsze rozgrywki wydają się bardzo losowe, dopiero w kolejnych zauważamy, że da się w tej grze planować:  trzeba nie tylko gnać do przodu po torze głównym, ale od początku explorować boczne tory, żeby zdobywać karty i żetony. Trzeba dobrze poznać grę, a zwłaszcza możliwości kart, żeby móc planować jakąś strategię.

Nie jest to gra, której zasady można wyłożyć w 5 minut, jednak ze względu na swój kooperacyjny charakter nadaje się na spotkanie ze znajomymi – znając dobrze zasady możesz koordynować ruchy i tłumaczyć reguły w razie potrzeby. Jedyny mankament – gracze powinni zapoznać sie z tekstami na zielonych kartach legendarnych oraz kartach Gandalfa aby planowanie rozgrywki nie było jedynie Twoją domeną.

Ja polecam. Narazie daję 7/10 punktów (ale pewnie będzie więcej….)

 

Hobbit w kotle czyli jak pokochaliśmy Tolkiena

21 Sty

Mojemu pokoleniu  – a jest to pokolenie ZX Spectrum i zdartych płyt (gramofonowych) – Tolkiena przedstawiać nie trzeba. Co druga osoba przyznaje się – albo do przeczytania, albo przynajmniej do postawienia na półce :) . Ale jak zachęcić dzieci do podróżowania przez Śródziemie? A było to tak…

dsc_0051Pewnego pięknego (a dlaczego był piękny to się zaraz okaże) dnia wyszlismy sobie z domu i podreptaliśmy całą rodziną na Politechnikę. Studiować? Nie. Polibuda to co prawda nasza rodzinna uczelnia, ale dzieci jeszcze za młode, a my już za starzy. Otóż we wrześniu organizowana jest tam ympreza (Ympreza przez duże Y) pt. Kocioł. A cóż można porabiać w kotle? Grać w różnej maści gry bez prądu.

Pierwszą naszą grą jaką wypożyczyliśmy był „Hobbit” Reinera Knizi. A że pana w żółtej koszulce udało się namówić na wspólną grę, to i gra przebiegała sprawnie, ciekawie i po prostu sympatycznie! Rezultat: córka rozpoczęła lekturę Hobbita (tym razem Tolkiena).

dsc_0069Po obowiązkowym maratonie gier familijnych znowu wróciliśmy do Kotłowni, tym razem po „Lord of the Rings: The Confrontation”. Dzięki uprzejmości kolejnego pana w zółtej koszulce moje dzieci poradziły sobie nawet z językiem angielskim. Gra nas tak wciągnęła, że po przyjściu do domu zaczęliśmy przetrząsać Allegro w poszukiwania tej gry – i po dwóch tygodniach już była w domu kupiona za cenne kieszonkowe moich dzieci. W międzyczasie do DVD powędrowała Drużyna Pierścienia, a po przeczytaniu Hobbita córa rozpoczęła lekturę Władcy Pierścieni.

Nadszedł grudzień, dzieci zaczęły pisać listy do Świętego Mikołaja. O co? Ano, np. o nową grę…. jakby Mikołaj był tak dobry to może Hobbita? :)
Mikołaj była tak dobry i Hobbita na gwiazdkę dostały. I dostały jeszcze coś…. Wydawnictwo Bard zorganizowało konkurs, w którym można było wygrać Władę Pierścieni – najnowszą grę planszową. No to napisaliśmy, zatrzymaliśmy sie z nadzieją i … wygraliśmy, a właściwie to wygrały moje dzieci dzieki swojemu niezłomnemu parciu w kierunku Tolkiena.

I jak tu nie kochać Śródziemia?